2017-10-25. Wojciech Jóźwiak. Cykl: Astro-refleksje

« Horoskop Polski: czy coś takiego istnieje? SPIS ↓ Czytanie Lema jako wstęp do entropii w... »

Tagi: EntropiaGusminiGłęboka teoriaImpakt tunguskiKatastrofy naturalneKrzyże i półkrzyżePrawdopodobieństwoRosja  []

Dziwność i rzadkość: układów planet i wydarzeń na Ziemi

Najpierw fakty. 30 czerwca 1908 o godz. 7:17 uderzył w Syberię meteoryt tunguski. (Godzina nie jest pewna, ponieważ niektórzy świadkowie zapamiętali inaczej, ale to nie jest aż tak ważne.) Mimo, że w odległej o 60 km od epicentrum wiosce Wanawara ludźmi rzucało o ziemię, wyrywało drzwi z futryn, a w niedalekim lesie zapalały się gałęzie, nikt nie zginął – miejsce impaktu było doskonale bezludne. Ekspedycje które dotarły tam po latach, znalazły kilometry obalonego i opalonego pożarem lasu, ale nie znalazły tego, co powinno pozostać po meteorycie, czyli krateru i brył kamiennych lub żelaznych. Najbardziej popularne wyjaśnienie jest takie, że uderzyła w Ziemię bryła zamarzniętego lodu, który w atmosferze podczas wybuchu doszczętnie wyparował. Ale bryła lodu to nic innego jak głowa komety, a komety parują również poza ziemską atmosferą, od Słońca, i wydobywający się z nich gaz widać jako ogon, na tygodnie wcześniej. Tunguskiej komety nie widziano. Są i inne zagadkowe szczegóły, znaleźć w Internecie łatwo.

Drugi fakt: był wtedy rzadki i dziwny układ planet: Uran był w opozycji do Neptuna, co zdarza się raz na 171 lat. W pobliżu Neptuna – w znaku Raka – znajdowały się także Słońce, Merkury (w ścisłej, 1-stopniowej koniunkcji z Neptunem), Wenus, Księżyc i Mars. Do tego znaczenie, jakie na mocy zasad astrologii można odczytać z tego układu planet, dziwnie zgadza się z charakterem wydarzenia, gdyż Uran symbolizuje nagłe wypadki: również takie, które pozornie nie mają przyczyny, czyli zdarzają się „jak grom z jasnego nieba” – a tam przecież dosłownie uderzył kosmiczny grom z bezchmurnego nieba. Drugi składnik, Neptun, symbolizuje to, co nieznane, zatarte i trudne do wyjaśnienia rozumowo – i faktycznie, Katastrofa Tunguska długo była i w dużym stopniu do dziś pozostała zagadką. Neptun ma też związek z wodą, mgłą i parą – więc gdyby tamten meteoryt faktycznie składał się z lodu, który roztopił się i wyparował, to wszystko by się – dziwnie – zgadzało. Również to, że Neptun wraz z pięcioma innymi planetami przebywał wtedy w wodnym znaku Raka.

Co tu jest dziwne? Po pierwsze, przestrzenny zakres zjawiska. Jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że „planety wpływają na ludzi”. Gdy np. Mars przechodzi przez moje (albo „czyjeś inne”) urodzeniowe medium coeli, mam fazę zrywu, podwyższonej energii, „więcej mi się chce”. Ok, mogę powiedzieć, że jestem w polu wpływów tamtej planety – chociaż oczywiście nie wiemy, co to za pole, bo fizyka go dotąd nie zauważyła i nie poznała. Gdy Jowisz przechodzi przez urodzeniową pozycje mojego (albo „czyjegoś innego”) Słońca, wtedy np. przyjeżdża do Polski ktoś z daleka i ja słucham jego wykładów, które okazują się inspirujące i zmieniają moją życiową linię. Ok, tu też mogę powiedzieć, że jestem w polu, tym razem Jowisza, ale początek opisanej akcji nie wychodzi ode mnie, bo najpierw tamta osoba musiała przyjechać z wykładami. Więc może i tamten nauczyciel, i ja, byliśmy we wspólnym polu oddziaływań pewnej planety? Ale jak daleko sięga takie pole i kto jest odbiornikiem tego pola? Łatwo zgodzimy się, że obejmuje ono całą Ziemię (czyli np. i Polskę i Brazylię), ale czy jego odbiornikiem, oprócz ludzi, są także przedmioty nieożywione? Przypadek eksplozji w Czernobylu możemy podciągnąć pod oddziaływanie astro-pola na ludzi, bo przecież tam zaczęło się od błędu operatorów podczas kontrolowanej symulacji awarii, więc „zawinił człowiek” – który zapewne „odebrał wpływ planet”. Ale podczas, powiedzmy, wybuchu Krakatau, żaden człowiek nie zawinił! Tymczasem kosmogram wybuchu Krakatau jest taki, jak podczas wybuchu wojny: Saturn z Plutonem w koniunkcji w medium coeli. Co potwierdzone jest przez kolejny fakt, że przy następnej koniunkcji Saturna z Plutonem, 31 lat później, wybuchła I wojna światowa.

W przypadku impaktu tunguskiego odbiornikiem układu planet byłaby całość złożona z Ziemi plus zagadkowa bryła orbitującej materii gdzieś w układzie słonecznym. A gdyby tamten meteoryt przyleciał spoza układu słonecznego? Czy znaczyłoby to, że wokółsłoneczne astro-pole sięga spory kawał drogi w galaktykę i działa na wszystko? Ale jak działa? – Bardzo chytrze: zwiększając prawdopodobieństwo tego, co jest znikomo mało prawdopodobne. (Jeśli w ogóle takie zdanie da się powiedzieć, tj. jeśli rozumiemy, co znaczy „prawdopodobieństwo”.)

Co tu jest dziwne, po drugie? Dziwne są układy planet, które zauważa astrolog. Powtarzałem wyżej, że coś było „dziwne i rzadkie”. Co to znaczy? – W przypadku wydarzeń na Ziemi pozostaje nam kierować się tylko wyczuciem. Wybuch wielkiej wojny, jak i wielki wybuch wulkanu z pewnością jest dziwny i rzadki. Nagły i dziejący się bez przemocy rozpad imperium też jest dziwny i rzadki. Czy to samo powiedzielibyśmy o przypadku, kiedy przewraca się wielometrowy monumentalny krucyfiks, postawiony w miejscu mszy odprawionej przez papieża Jana Pawła II, i zabija człowieka, dwudziestoletniego niepełnosprawnego, który tam przyjechał z pielgrzymką na wózku? I dzieje się to na trzy dni przed tym, kiedy ów papież został uznany katolickim świętym? Układ planet był w tamtej chwili – i dniu, i tygodniu – również wybitnie dziwny i rzadki: Pluton, Uran, Jowisz i Mars kolejno co 90°, czyli w konfiguracji wielkiego krzyża. (Ale dlaczego wtedy nie wybuchła wojna? Śmiało by mogła.)

Jak napisałem, dziwność i rzadkość wydarzeń na Ziemi możemy oceniać tylko na wyczucie. Dziwność i rzadkość układów planet można spróbować mierzyć ściśle: można do rozkładu planet na kole ekliptyki zastosować matematyczne pojęcie entropii. Entropia układu planet byłaby najmniejsza, gdyby wszystkie planety skupiły się w jednym punkcie, w jednej koniunkcji. Przypadki Impaktu Tunguskiego i zabicia Marco Gusminiego przez papieski krzyż miałyby entropię trochę większą, ale też wyjątkowo niską. Przypomnę, że im entropia mniejsza, tym układ mniej prawdopodobny, a im bardziej „rozproszony” i „bez struktury”, „byle-jaki” – tym większa.

Tak dochodzimy do tego, że być może astrologia zajmuje się „prawidłowościami tego, co nieprawdopodobne”, czyli „prawami serii”. Ale jak to możliwe? – Jak coś, co jest poza regularnościami, może być jednak „regularne”, tylko zapewne jakoś „inaczej”?

Tu przerwę, bo niewiadomych zbyt wiele.

2017-10-25. Wojciech Jóźwiak. Cykl: Astro-refleksje

« Horoskop Polski: czy coś takiego istnieje? SPIS ↓ Czytanie Lema jako wstęp do entropii w... »

Pisanie komentarzy niedostępne.