Zaloguj się lub zarejestruj w AstroAkademii!
Zyskasz więcej możliwości: więcej tekstów, udział w forum, własną kolekcję kosmogramów. Skorzystasz z doświadczeń innych uczestników AstroAkademii, poznasz ich horoskopy. Dołączysz do kursów astrologii. Abonament tylko 11 zł miesięcznie.

Mana, inaczej fart

Piszę ten felieton przed zbliżającymi się wyborami do sejmu i senatu [jesienią 2007 - przypis z 2011r.] - zapewne przeczytasz to (Czytelniku) kiedy już będzie po. Ale nie o wyborach chcę pisać, tylko o czymś, co mi się z nimi skojarzyło. Gdyż oto w przedwyborczej kampanii mało kto już mówi o reformach, programach ani ideach, a występy polityków sprowadziły się do popisów, który z nich jest większy samiec alfa!

Zupełnie jak jakieś jelenie na rykowisku: najpierw próbują, który zaryczy grubszym basem i celniej obrazi rywala, a potem przechodzą do frontowego starcia, na rogi - czyli do debat telewizyjnych. W finale rykowiska samce już tylko cierpliwie czekają, do którego z nich przybiegnie więcej samic - a politycy czekają, ile głosów na ich partię rzucą wyborcy. Strasznie atawistyczne warstwy umysłu Homo sapiens wychodzą na jaw przy okazji wyborów! Wspólne przodkom wszystkich ssaków, a może i kręgowców.

Mnie wyborcza kampania skojarzyła się też z rzeczą trochę tylko mniej pradawną, mianowicie z tym, co nazywa się mana. Pojęcie to było podstawą światopoglądu ludów zamieszkujących wyspy Pacyfiku - od Nowej Zelandii i Wysp Salomona aż po Hawaje. Mana to była tajemna moc. Kto miał jej więcej, ten więcej mógł dokonać. Żeglarz, który miał dużo mana, był w stanie namówić towarzyszy na nową wyprawę w nieznane dale. Wódz mający dużo mana miał posłuch i autorytet, i krewni bali się spiskować przeciw niemu. W ogóle tym ludziom, którzy mieli wysoki poziom mana, wszystko w życiu się udawało, natomiast ci z mana niewielkim wiedli żywot podły.

Mana miało swój wymiar magiczny: było niezbędną substancją, dzięki której rzucano czary i klątwy. Przy tym mana mogło mieścić się w pewnym przedmiocie i wraz z nim było przekazywane dalej. Także szczególne miejsca bywały naładowane mana, co poznawano po tym, że właśnie tam działy się rzeczy cudowne i niezwykłe.

Mana też przejawiało się jako szczęście, jako dobry los: ludziom mającym wiele mana pomagały szczęśliwe przypadki. Z pewnością dzisiaj mieszkańcy Oceanii właśnie tak myślą o tych, którzy wygrywają w tamtejszych totolotkach: że oto mają ogromne mana!

Archaiczne pojęcie mana - archaiczne, bo przecież mieszkańcy wysp Pacyfiku należeli do epoki neolitu, kamienia gładzonego! - bez większych zmian można zastosować do naszych czasów i przypadków. Kto ma mana, temu udaje się w życiu. Dowodem żywotności pojęcia mana jest to, że wciąż wynajdujemy słowa, które mają to samo znaczenie: na przykład - "fart". Masz farta, miałem farta, on to ma fart! Słowo wzięte z niemieckiego, gdzie znaczy: jazda. Ma farta, czyli może daleko zajechać. Jak na baku zatankowanym do pełna. Bo także słowa "energia" jakże często używamy w takim sensie, jak Polinezyjczycy mana.

Niewątpliwie nasze wybory służą głownie temu, żeby sprawdzić, który z kandydatów ma więcej mana!

Czy poziom owego mana lub fartu można wyczytać z horoskopu? To jest problem, którego astrologowie dotąd nie rozwiązali. Najczęściej analizowanymi przez astrologów horoskopami są kosmogramy sławnych ludzi. Jednak do tej pory nie znaleziono wyraźnych wskaźników, które powodują, ze jeden człowiek dochodzi do sukcesu, sławy i wielkości - a drugi, choć urodzony prawie w tej samej chwili lub w inny sposób mający podobny horoskop, pozostaje przeciętnym Kowalskim.

Oczywiście znamy wskaźniki horoskopowe, które działają cząstkowo: wiemy, że dobrze mieć w urodzeniowym horoskopie Jowisza w szczycie nieba (czyli w MC), dobrze jest mieć owego Jowisza w koniunkcji albo w trygonie do Słońca, dobrze mieć silną Wenus... Takich konfiguracji, które podobają się astrologom, jest wiele. Ale z drugiej strony, jakże często robią błyskotliwe kariery i zyskują sławę ludzie, u których te rzekome wskaźniki sukcesu są ledwie widoczne, albo ich nie ma.

Za przykład weźmy dwóch ludzi, którzy w największym chyba stopniu odmienili świat końca ubiegłego wieku: papież Jan Paweł II i amerykański prezydent Ronald Reagan. Papież - co do niego zgoda: miał iście królewskie wskaźniki potężnego mana: Jowisz pomyślnie powiązany ze Słońcem i położony w MC. Ale Reagan? Kosmogram raczej "taki sobie", oparty na aspektach uważanych za niekorzystne: kwadraturach i półtorakwadraturach; z Jowiszem wcale nie wyeksponowanym, z Wenus też wcale nie wielką...

Jednak pod pewnym względem kosmogramy są użyteczne w naszych badaniach nad mana: pokazują mianowicie, i pokazuje trafnie, kto z jakich źródeł może czerpać dla siebie mana - jeśli ma go za mało. (A głód mana jest wciąż powszechny!)

Kosmogram pokazuje, w jakich obszarach życia leżą nasze źródła mocy. Ale o tym może już napiszę kiedy indziej.

1 października 2007

Wojciech Jóźwiak

Planety są stanowczo tym, co w urodzeniowym horoskopie jest najważniejsze. Ludzie mogą być urodzeni w różnych miesiącach, czyli pod różnymi znakami zodiaku, mogą też mieć ascendent w różnych miejscach, ale jeśli będą mieć też samą dominującą planetę - np. Jowisza - wtedy będą uderzająco do siebie podobni!