Zaloguj się lub zarejestruj w AstroAkademii!
Zyskasz więcej możliwości: więcej tekstów, udział w forum, własną kolekcję kosmogramów. Skorzystasz z doświadczeń innych uczestników AstroAkademii, poznasz ich horoskopy. Dołączysz do kursów astrologii. Abonament tylko 11 zł miesięcznie.

Magia i prawa fizyki

Jaką magiczną umiejętność chciałbyś mieć? Moc sprowadzania pieniędzy? Zdrowia? Unieszkodliwienia wrogów? Gdy się dobrze przyjrzeć wszystkim takim i podobnym tęsknotom za magią, to widać, że można je wszystkie sprowadzić do jednej podstawowej umiejętności: sprawiania, żeby coś w świecie działo się tak jak ja chcę - żeby rzeczywistość na zewnątrz mnie stosowała się do mojej woli.

Przy okazji ciekawą jest rzeczą uzmysłowić sobie, co od twojej (lub mojej) woli zależy, jak daleko twoja, czyli ludzka wola sięga. Bo wiadomo, że moja wola nie obejmuje nawet mojego ciała. Mogę do woli poruszać palcami dłoni, ale już nie zrobię tak, żeby lewą rękę położyć na plecach, prawą przewiesić za głową i chwycić jedna dłonią za drugą. Wiele osób tak robi - ja nie zrobię. Coś przeszkadza - a przecież poruszanie rękami to najtypowsza czynność podległa woli. Wola nie obejmuje całego ciała... Mam parę paskudnych brodawek i choćbym nie wiem jak natężał siłę woli, nie znikną.

Mnóstwo innych rzeczy dziejących się w naszych ciałach nie ma nic wspólnego z wolą: trawienie, ruchy jelit, bicie serca... W ogóle miliony procesów składających się na naszą fizjologię. Są one względem naszej woli tak samo zewnętrzne jak poruszanie liśćmi na odległym drzewie.

Wyobrażam sobie, że jeśli ktoś ma magiczne moce, to uruchamianie ich (kiedy się już tym magiem jest) przypomina poruszanie jakimiś mało używanymi mięśniami. Ćwicząc jogę nauczyłem się rozczapierzać palce u stóp - bo trzymanie ich jeden w odstępie od drugiego należy do właściwej postawy w jodze. Więc się nauczyłem chociaż pierwsze próby były dziwaczne. Nauczyłem się też poruszać i obracać mięśniami brzucha. To ćwiczenie nazywa się w jodze nauli. Większość ludzi nie zdaje sobie sprawy, że taki ruch jest możliwy. A żeby go wykonać, trzeba wiedzieć, w jaki specjalny sposób się skupić i jak do brzucha przyłożyć swoją wolę. Więc wyobrażam sobie, że mag ćwiczy się w wyczuwaniu jakoś "w sobie" odległych przedmiotów albo innych ludzi (albo demonów!) i przykładaniu do nich swojej woli, jak do mięśnia lub kończyny, żeby nimi poruszyć.

Pewien polski jasnowidz uniknął podczas niemieckiej okupacji aresztowania (które by pewnie skończyło się fatalnie), ponieważ w chwili owego śmiertelnego zagrożenia skupił się tak, że w pewien wewnętrzny sposób chwycił stojącego przed nim gestapowca za jelita. "Chwycił" oczywiście nie ręką, tylko swoim punktem przyłożenia woli. Tamten zbladł, zachwiał się i pobiegł na bok zwymiotować. To wystarczyło dla ocalenia.

Mając takie wyobrażenia o magii, bez przekonania patrzę na filmy z gatunku fantastyki magicznej. Nie rozumiem, dlaczego w szkole Harrego Pottera gra się w ten quidditch, czyli mało oryginalną odmianę bejsbola, w której tyle jest z magii, że gracze nie biegają po trawie tylko latają na miotłach. Przecież w takiej szkole adeptów magii mecz piłki powinien polegać na tym, że z jednej strony siedzi jedna drużyna, z drugiej druga, pośrodku piłka i każdy gracz wespół z kolegami skupia się na piłce, żeby ją poruszyć, mało - żeby ją wbić do bramki przeciwnika. Można wymyślać inne warianty. Po co piłka? Może być dowolny przedmiot. Jedna drużyna skupia się, by go siłą "zestrzelonej w jedno ognisko" woli ten przedmiot magicznie zdematerializować, a druga podobnymi sposobami utrzymuje go przy "życiu". To by były emocje! Na boisku stoi jakiś, powiedzmy, posąg, i jedni go dematerializują, a drudzy starają się w pośpiechu odbudować. Zresztą, serial o Harrym Potterze naprawdę mało ma w sobie magii.

Gdy wyobrazimy sobie, że są czarodzieje, mający umiejętność sprawiania, żeby się działo tak jak chcą, samą ich siłą woli, to z tego wynikają pewne komplikacje. Przede wszystkim co chwila dochodziłoby do konfliktów, kiedy mag chcący "A" natrafiałby na maga chcącego "nie-A". Ja sobie magicznie siłą woli wyrastam drzewo, mojemu sąsiadowi-magowi zasłania ono widok, więc on je magicznie usycha. Albo sprawia, że moje drzewo znika. Z tego wniosek, że albo by magowie toczyli miedzy sobą nieustanne wojny, albo istniałby miedzy nimi ścisły kodeks zasad, co wolno magowi, a czego nie. Na pewno istniały by surowo strzeżone granice własności!

Jest problem, czy magiczne działania mogą naruszać prawa fizyki. W jakimś stopniu muszą, bo choćby taka prosta sprawa, jak lewitacja jest naruszeniem prawa grawitacji. Materializowanie przedmiotów narusza prawo zachowania masy, a więc i energii. Prawa zachowania to są takie świętości w fizyce. Fizyk w rozmaite rzeczy uwierzy, ale nie w to, żeby energia nie była zachowana, czyli pojawia się z niczego i bez śladu znikała. Intuicja, że zasada zachowania obowiązuje również w świecie magicznym, pojawiała się już bardzo dawno. Szamani  z Syberii wierzą na przykład, że uzdrawianie jest rzeczą chwalebną, ale... równowaga musi być zachowana. I jeśli przez swoje zaklęcia komuś dodadzą energii życiowej, to komuś innemu zostanie ona odebrana. Więcej; zostanie odebrana komuś, kto i tak jej ma niewiele. Najczęściej jakiemuś innemu choremu, który wtedy umrze. To brzmi rozsądnie: szaman może kogoś uzdrowić, ale kosztem tego, że kogoś inny życie straci.

Oczywiście, może być i tak, że magów prawa fizyki nie obowiązują. Ale to by oznaczało, że nie ma naszego "twardego" świata, tylko każdy jest podłączony - jak w filmie "Matrix" - do własnej prywatnej iluzji. Co gdyby było prawdą, byłoby raczej nieprzyjemne.

24 stycznia 2006

Wojciech Jóźwiak

Planety są stanowczo tym, co w urodzeniowym horoskopie jest najważniejsze. Ludzie mogą być urodzeni w różnych miesiącach, czyli pod różnymi znakami zodiaku, mogą też mieć ascendent w różnych miejscach, ale jeśli będą mieć też samą dominującą planetę - np. Jowisza - wtedy będą uderzająco do siebie podobni!