Zaloguj się lub zarejestruj w AstroAkademii!
Zyskasz więcej możliwości: więcej tekstów, udział w forum, własną kolekcję kosmogramów. Skorzystasz z doświadczeń innych uczestników AstroAkademii, poznasz ich horoskopy. Dołączysz do kursów astrologii. Abonament tylko 11 zł miesięcznie.

Karmienie planet

Astrologia,w sensie "przychodzi klient do astrologa" składa się z trzech faz:

(1) Diagnoza – czyli rozpoznanie osobowości klienta. Rozpoznanie nie tylko psychologiczne, tzn. czy jest bardziej ekstra- czy intro-wertykiem, czy jest ponury jak saturniarze, czy życzliwy światu jak wenusowcy itd. – gdyż należy tu także rozpoznanie symboliczne, czyli przez jakie symboliczne istności ta osoba jest przyciągana, jakie symboliczne sytuacje ją wciągają i przylepiają ją. Przykładem najbardziej znana rzecz pod astro-słońcem: gdy ktoś ma coś w Raku, to go przyciąga go rodzina – rodzina w sensie tematu lub sprawy.

(2) Prognoza, lub raczej z angielska timing (jedno z tych mnóstwa pożytecznych słów ang. których w polskim nie ma i pewnie nie będzie), czyli ustalanie czasu. Tu zauważmy, że astrologowi czytającemu horoskop jest w dużym stopniu wszystko jedno, czy coś jest badaną przeszłością czy prognostyczną przyszłością. (Ale już klientowi nie jest wszystko jedno.)

(3) Porada. Ta faza jest najmniej rozpracowana, a warto byłoby, żeby była. Temat Karmienie Planet należy właśnie do fazy trzeciej, czyli tego, co astrolog ma lub może radzić klientowi. I co jest do tego inne niż porada psychologa, coacha, lekarza, prawnika lub księdza. Rada, jak karmić planety i które karmić, byłaby poradą ściśle astrologiczną.


Oto przypuszczam, że często przyczyną problemów klienta jest to, że któraś jego planeta jest jakby niedożywiona – i należałoby ją dokarmić.

Niedokarmienia planety nie mylmy ze słabością planety. Gdy ktoś ma planetę słabą, to nie potrzebuje rzeczy wynikających z tej planety. Gdy ktoś ma słabego Marsa, nie potrzebuje rywalizacji ani wysiłku fizycznego. Gdy ktoś ma słabego Jowisza, zbędna mu jest działalność publiczna i wychodzenie na forum. Kto ma słabą Wenus, nie potrzebuje spełniać się artystycznie. I tak dalej.

Przesłanką dla idei-pomysłu karmienia planet jest pogląd, że ludzie często żyją niezgodnie ze swoimi horoskopami. Takie postawienie sprawy może być nie do przyjęcia dla kogoś, kto uważa, że „w horoskopie zapisane jest wszystko”, więc nie można żyć niezgodnie z horoskopem, ponieważ horoskop jest właśnie szczegółowym przepisem na to, jaki i kim ktoś jest i jaką idzie drogą, i z tej przepisanej drogi zwyczajnie zejść nie można, tak jak pociąg nie zjedzie z toru, a planeta z orbity. Jednak tak nie uważam. Uważam za to, że (A) można śmiało nie realizować swoich potencjałów zawartych („zapisanych”) w horoskopie; jak również – uwaga! – (B) można mieć nie całkiem swój horoskop. Co należy rozumieć następująco:

Człowiek przychodzi na świat z pewnym potencjałem. Z pewną masą wrodzonych zdolności, możliwości i predyspozycji. Ciekawie pisze o tym James Hillman w książce „Kod duszy” (którą powinien czytać do poduszki każdy astrolog), gdzie ów potencjał nazywa „żołędziem”, co po ang. ładnie brzmi (acorn), a po polsku gorzej. Hillman zwraca uwagę na przypadki, kiedy ludzie, zwykle później w jakiejś dziedzinie wybitni, od zawsze, od małego dziecka i niejako z góry wiedzieli, co należy do ich życiowej drogi. Poruszające są przykłady 4-letniego Jehudiego Menuhina, który upierał się, by od razu grać na „dorosłych” skrzypcach, lub 2 i pół letniej Judy Garland, która „podbiła” widownię szkolnego teatru. To jest żołądź-acorn-potencjał. Musi on jakoś być zapisany w horoskopie. Musi... Ale co ma robić rodzące się dziecko, jeśli w czasie narodzin nie ma odpowiedniego układu planet? Musi zadowolić się taką chwilą czasu, w której planety układają się zaledwie w przybliżeniu względem tego, czego domaga się jego potencjał. Dziecko może w jakimś przedziale czasu manewrować chwilą swoich narodzin. Może kilka dni poczekać lub o kilka dni się pośpieszyć. Ale nie za długo! Ta częściowa tylko zgodność potencjału z horoskopem wyjaśnia, dlaczego ludzie przeważnie tylko z jakimś przybliżeniem, z grubsza lub z dokładnością do typu zgadzają się ze swoimi urodzeniowymi kosmogramami, czyli z tym, co mają w nich zapisane.

Tym bardziej możliwe jest, że człowiek nie realizuje swoich potencjałów, chociaż je ma i są one widoczne w horoskopie. Dowodem na to jest historia. Sto lat temu tysiące młodych mężczyzn szło orać pola lub do fabryk, nie mając pojęcia, że sekstyl Urana do Merkurego lub Merkury w Wodniku, lub Merkury w 22 stopniu Skorpiona daje im potencjał biegłego pisania programów w C++. Żeby człowiek zrealizował pewien planetarny potencjał, cywilizacja lub kultura musi mu dostarczyć sposobów na tę realizację. W cywilizacji islamu, zabraniającej rysowania portretów i nieznającej teatru, artyści mający talent w tamtych kierunkach musieli robić coś innego.

Na powyższym tle posiadanie planet, które się męczą, ponieważ ich potencjał nie jest realizowany, a przez to męczą swoich posiadaczy-nosicieli, wydaje się już mniej dziwne.

Energia (albo: potencjał) Marsa realizuje się poprzez ruch, konfrontację i rywalizację. Tymczasem częsty jest przypadek, kiedy ktoś w toku wychowania nie dostał żadnych marsowych sposobów, albo dostał je w bardzo ograniczonym zakresie. Zawinia tu też stereotyp płci. Dziewczynka ma być grzeczna, posłuszna i umieć się dostosowywać – i stereotyp każe jej być taką, nawet kiedy ma Marsa na ascendencie lub w medium coeli. Wychowanie na grzeczną dziewczynkę okazuje się sposobem prokrustowym, które wtłacza osobowość w ramy – w skorupę – w której żywy psychoorganizm się nie mieści. Energia Marsa jest ekstrawertyczna, musi kierować się na zewnątrz, przy czym oczywiście nie musi być niszcząca. Ale jeśli nie pozwala się jej ujść na zewnątrz, kieruje się do środka, ku samemu sobie, podobnie jak zdarza się, że białe krwinki atakują nie obcego wroga – bakterie lub znowotworzone komórki, tylko własną zdrową tkankę. Można sobie wyobrazić, że osoba z dominującym Marsem, która ani nie ma warunków ani, co ważniejsze, nie zna sposobów pozytywnego uruchomienia energii Marsa, czyli skierowania jej do walki, gry, rywalizacji, konkurencji i ruchu, będzie próbować wylać marsowy potencjał tam, gdzie potrafi, najpewniej w najbliższym otoczeniu. Przemoc ku słabszym w rodzinie byłaby tu przykładem banalnym, bardziej wyrafinowane jest działanie tłumionego Marsa na własną psychikę marsowca. Aby uruchomić energię Marsa, trzeba mieć jednak po temu powody i uzasadnienia. Uzasadnienie można sobie wyhodować, wprawiając się w lęk, który domaga się obrony przed urojonym zagrożeniem. Tu należałoby zrobić wywiad w dwie osoby, psychoterapeuta plus astrolog, i zbadać, jak często stanom lękowym odpowiada silny Mars w horoskopie i brak używanie Marsa w życiu.

Przykład z Marsem pierwszy przyszedł mi na myśl. Podobne rozpoznania, co może zdziałać niezaspokojona, nienasycona lub niedokarmiona planeta, należałoby zrobić w przypadku wszystkich planet.

Gdy ten etap pracy będzie gotowy, należy zastanowić się, jak karmić planety – gdy jest podejrzenie, że nosiciel danego horoskopu o swojego Marsa, Wenus, Słońce lub tp. – nie dba, nie karmi planety swoimi zajęciami, odpowiednimi dla niej.

W przypadku Marsa rada jest dość łatwa: klient z niedokarmionym Marsem powinien więcej się ruszać, zatrudniać mięśnie, a więc biegać, uprawiać sporty, szczególnie takie, gdzie wynikiem jest nie tylko zmęczenie lub przyrost bicepsa, ale przede wszystkim wygrana, okazanie się lepszym.

Przy Wenus narzuca się uprawianie sztuki, zajęcia artystyczne. Horoskop poparty wywiadem-rozmową i to pewnie niejedną z klientem może tu dostarczyć mocnych wskazówek, jaki rodzaj artis to ma być: że np. ktoś raczej nie ma już szans na biegłość na skrzypcach, ale może śpiewać, a jeśli nie śpiewać, to pracować z głosem, czego przejawy niekoniecznie muszą być dziełem sztuki. Zresztą, w arteterapii najmniej chodzi o to, żeby wynik trafił do galerii lub na krążek.

Merkury zwykle sam daje sobie radę z własnym nakarmieniem. Problemem raczej przy tej planecie jest to, że ma skłonność karmić się byle czym: rozwiązywaniem krzyżówek lub innych sudoku. Niektóre z tych pustych zabaw, w tarocie kojarzących się z kartą 10 Mieczy, „karuzelą szaleńców”, zyskały społeczne uznanie, przykładem szachy – co jest kolejną przesłanką, że rzecz jest warta tym bardziej troskliwego przebadania.

Te trzy planety niech pozostaną jako skromny zaczątek. Pisanie „kucharskiej księgi” z przepisami na dożywianie planet i ich kombinacji, dopiero się zaczyna.

Wojciech Jóźwiak

Planety są stanowczo tym, co w urodzeniowym horoskopie jest najważniejsze. Ludzie mogą być urodzeni w różnych miesiącach, czyli pod różnymi znakami zodiaku, mogą też mieć ascendent w różnych miejscach, ale jeśli będą mieć też samą dominującą planetę - np. Jowisza - wtedy będą uderzająco do siebie podobni!