Zaloguj się lub zarejestruj w AstroAkademii!
Zyskasz więcej możliwości: więcej tekstów, udział w forum, własną kolekcję kosmogramów. Skorzystasz z doświadczeń innych uczestników AstroAkademii, poznasz ich horoskopy. Dołączysz do kursów astrologii. Abonament tylko 11 zł miesięcznie.

O istotach czarnych, strasznych i włochatych

Niedawno pisałem o złych duchach, opętaniach i egzorcystach, którzy z szatanem - wciąż aktywnym - walczą. Ale chciałoby się powiedzieć: samiśmy sobie tego winni. Dlaczego? Bo szatan jest w religii katolickiej nieustannie przywoływany. Odbywa się to w kościołach przy ołtarzu! Podczas chrztu kapłan pyta: "Czy wyrzekasz się szatana?" - a katechumen, albo najczęściej, rodzice chrzestni w zastępstwie dziecka, uroczyście odpowiadają: "wyrzekam". Ktoś pewnie tu powie: ale przecież szatan właśnie jest tu odrzucany, negowany. Jednak każdy, kto miał do czynienia z magią (i z tresurą zwierząt też!) wie, że do pewnych istot nie trafia słówko "NIE". Inteligencja zarówno zwierzęcia jak i demona nie odróżnia twierdzenia od jego negacji. Zdania "pies idzie na spacer" i "pies nie idzie na spacer" dla psa brzmią tak samo i jednakowo będzie cieszył się i skakał do drzwi. Nawet dla niektórych ludzi zdania "Stefan kradł" i " Stefan nie kradł" niosą jednakowe przesłanie: kradł czy nie kradł, i tak jest podejrzany. Szatan na pewno cieszy się i rośnie, kiedy słyszy swoje imię uroczyście wypowiadane przy ołtarzach przez kapłanów wrogiej mu religii. Zwłaszcza że dzieje się to podczas przyjmowania nowej duszyczki na łono kościoła. Szatan dostaje oto wyraźną wskazówkę, aby te duszyczkę namierzył i miał ją odtąd na oku. A że duchy karmią się naszymi ceremoniałami, tym, że poświęcamy im swoje słowa i swoją uwagę, więc nic dziwnego, że demoniczne siły wcale nie słabną, mimo postępów nauki i religii.

Opętania przez szatana wyglądają tak, jakby złe duchy działały na podobieństwo wilków krążących wokół stada owiec. Kiedy któraś owieczka się zabłąka i odłączy od stada pilnowanego przez pasterzy (albo duszpasterzy), wtedy drapieżniki lub szatani ją atakują. W pewnym sensie można powiedzieć, że szatan działa jako strażnik kościoła: bo na tych, którzy by chcieli odejść spod kościelnej opieki, rzuca strach. Nieliczne upatrzone sztuki faktycznie porywa, tak jakby to robił na postrach i ku upamiętaniu się pozostałych. Takiego strażnika nazwijmy "zewnętrznym".

W buddyzmie tybetańskim znajdziemy coś podobnego ale i odwrotnego zarazem. W ich świątyniach zobaczymy obrazy przedstawiające postaci niepokojąco podobne do naszego diabła: też są czarne, włochate, pół-ludzkie, pół-zwierzęce, z wytrzeszczonymi oczami i wyszczerzonymi zębiskami, z ostrymi szpikulcami, otoczone kręgiem ognia. Wypisz, wymaluj, diabli! A jednak to coś innego... To są strażnicy wewnętrzni. Te groźne, demonicznie wyglądające bóstwa są sprzymierzeńcami i przyjaciółmi praktykujących buddystów, a ich groźna postać służy temu, aby chronić sanghę (czyli "kościół" po buddyjsku) przed wrogami z zewnątrz. Chrześcijański diabeł, jak go określiłem, jest strażnikiem zewnętrznym, jest siłą, która stoi na zewnątrz i dybie na tych, którzy poważą się opuścić religię. Buddyjscy groźni dharmapalowie (czyli strażnicy nauki buddyjskiej) są strażnikami wewnętrznymi. To są wprawdzie siły groźne, czarne, włochate, zębate i w ogóle straszne, ale - "nasze"! To znaczy sprzyjające buddystom.

Można powiedzieć, w wielkim uproszczeniu, że buddyzm zintegrował diabła! Co zgadza się z opowieściami o pierwszym misjonarzu buddyzmu w Tybecie, Padmasambhawie, którego atakowały tubylcze, zasiedziałe w tybetańskich górach demony, a on ujarzmiał je swoją mocą, po czym "przechrzcił" na strażników dharmy. Coś podobnego czynili - podobno - święci Cyryl i Metody, przemianowując słowiańskich bogów, Peruna na św. Eliasza, Welesa na św. Mikołaja.

W naszych duszach, w naszej głębokiej podświadomości - takie mam przynajmniej wrażenie - zakodowany jest raczej ten drugi model, kiedy to coś, co przypomina diabła, jest z nami, a nie przeciw nam. Dowodem na to są nasze sny. W tych snach odsłania się mitologia, może nawet religia, taka jaka w uśpieniu gdzieś trwa na dnie naszych duszy. Pewnej dziewczynie spod Tarnobrzega kilka lat temu śniła się Trójca św.: był Bóg Ojciec w postaci dostojnego białowłosego starca, był młodzieńczy i pełen troski Jezus, ale trzecią osobą, która warowała u tronu Boga, nie był gołąbek, tylko wielki, czarny, zębaty, groźnie wyglądający pies - chociaż dla śniącej zadziwiająco łagodny. Niedawno czytałem sen innej młodej kobiety, w którym jej Wewnętrzny Mistrz, siwy starzec podobny do św. Mikołaja, miał dwóch pomocników, a jednym z nich był wilk, tak samo wielki, czarny, z wielkimi świecącymi oczami i potwornie różowym jęzorem. Wyglądał jak jeden z buddyjskich groźnych dharmapalów.

16 lutego 2004

Wojciech Jóźwiak

Planety są stanowczo tym, co w urodzeniowym horoskopie jest najważniejsze. Ludzie mogą być urodzeni w różnych miesiącach, czyli pod różnymi znakami zodiaku, mogą też mieć ascendent w różnych miejscach, ale jeśli będą mieć też samą dominującą planetę - np. Jowisza - wtedy będą uderzająco do siebie podobni!