2010-03-30. Wojciech Jóźwiak. Cykl: Astro-refleksje

« Astrologia na uniwersytetach? SPIS ↓ Astrologia czyli (coś jakby) zasada holograficzna »

Astrologia jako rzecz pseudołatwa

Wczorajsze pytanie Klaudii o to, dlaczego astrologii jeszcze (lub: wciąż) nie ma na uniwersytetach, leży mi dotąd na umyśle. Jednym z powodów może być złudna łatwość astrologii. Tak, łatwość! Oto mamy dziesięć planet, które rzucone są na tło w kształcie koła, podzielonego na dwanaście znaków zodiaku i jednocześnie na dwanaście domów; znaczenia znaków są... (wyliczyć), znaczenia domów są podobne do znaczeń odpowiednich domów... (wyliczyć), oprócz tego niektóre planety są powiązane aspektami. Teraz wystarczy nauczyć się, co znaczy każda z planet w znaku i w domu, i co znaczą aspekty między planetami. Tak, tego jest dużo: 10*12*12=1440 znaczeń planet w znaku i domu, plus (1/2)*(10*10 -10) * 5 = 225 znaczeń aspektów, jeśli wziąć pod uwagę tylko 5 aspektów zwykle uważanych za najważniejsze. Jednak powyższy schemat jest łatwy, a do nauczenia się (do wyklepania...) pozostaje pamięciówka. Nie trzeba być naukowych orłem, żeby taką astrologią się zająć. Łatwość schematu w połączeniu z wielką mrówczą pracą, którą trzeba włożyć w opanowanie tych 1665 (przynajmniej!) szczegółów, być może jest przyczyną, dla której wiele osób tak przywiązanych jest do TAKIEJ astrologii. I nie chcą jej zmieniać, ani tym bardziej wystawiać na uszkodzenie w konfrontacji z doświadczeniem i z logiką.

2010-03-30. Wojciech Jóźwiak. Cykl: Astro-refleksje

« Astrologia na uniwersytetach? SPIS ↓ Astrologia czyli (coś jakby) zasada holograficzna »

Pisanie komentarzy niedostępne.