2016-07-23. Wojciech Jóźwiak. Cykl: Astro-refleksje

« Dzisiaj Wielka Kupała czyli Przesilenie i... SPIS ↓ Dlaczego astrologia jest inna? »

Dlaczego intelektualiści mają żyłę na astrologię?

Kilka dni temu w pełnię 19/20 lipca (2016) wkleiłem do Facebooka kosmogram na tamten moment, zwracając uwagę na niepokojący układ planet, który wtedy trwał.* Nastąpiła dyskusja, przez którą usunąłem tamten wpis razem z komentarzami, które zaczęły być w stylu: „O, astrolog, jaki gupi, Ziemia jest płaska”. Ponieważ dyskutanci byli z górnej półki polskiego intelektualnego środowiska, tamte wypowiedzi przypomniały mi coś, o czym ustawicznie zapominam, mianowicie, że intelektualiści zasadniczo nie akceptują astrologii, a kogoś, kto nią się zajmuje, skreślają bez dalszych dociekań.

Domyślam się, że istnieje w tym środowisku baczenie, żeby pozostawać w normie. Tu mam pewien obraz... Wprawdzie Walter Burkert pisał: „odruchowo i powszechnie ludzie wyobrażają sobie wysoką pozycję społeczną raczej w wymiarze wertykalnym niż /…/ pod postacią koncentrycznych kręgów” (Stwarzanie świętości, 2009, s. 118) – tu jednak obraz kręgu pasuje najlepiej. Oto skupiamy się w kupie my, normalni, należący do mainstreamu, a jeśli ktoś z tych razem się tłoczących zdradzi jakieś objawy poza-kupowe, czyli spoza naszego kręgu, to musimy go wykopsać, a jego wygłaszane poglądy stanowczo unieważnić. Do wykopsania mnie i unieważnienia poglądów mój krytyk użył argumentu takiego, że skoro ów odmieniec (czyli ja) zgłasza coś, co nie pasuje do obowiązujących poglądów kupy, to nie mamy gwarancji, czy nie wygłosi poglądów jakichkolwiek, także jakichś totalnie błędnych lub bezsensownych, a gdyby pozostawał wewnątrz naszego kręgu, to jako jeden z nas zmusi nas do dyskursu na jego odmieniackich zasadach i wciągnie nas w jakąś spiralę absurdu. W tym celu ów komentator zmieszał astrologię z wyobrażeniem, że ziemia jest płaska, sugerując, że skoro rzecz zmierza do tego, że mamy zaakceptować pogląd, że układ planet wpływa na nasze umysły, to w konsekwencji zaakceptujemy, przynajmniej jako dobry temat do rozmów, pogląd, że ziemia jest płaska. (Czytając to nie wytrzymałem i nacisnąłem „delete”.) Poczucie zagrożenia u Komentatora rozumiem, ale jego posługiwania się ironią nie przyjmuję.**

Więc astrologia może grozić tym, że jeśli nią się zajmiesz, nawet życzliwie dyskutując, to pokalasz się, a to pokalanie przejawi się np. tym, że ktoś ciebie, albo ty sam siebie w duchu, uzna za oszołoma, więc umysłowo niesprawnego, a co może być gorszym defektem i wykluczeniem dla intelektualisty?

Drugi powód żyły jest taki, że utrzymuje się przekonanie, że w ramach swoich prognoz astrologowie jakoś „widzą” przyszłość. Posiadane wiedzy o przyszłości jest niepokojące z wielu powodów. Powszechne doświadczenie pokazuje, że przyszłości nie daje się przewidzieć, prócz pewnych fizycznych banałów, jak ten, że jutro wzejdzie Słońce, a za dziesięć lat latem będzie średnio cieplej niż zimą. Ale już szczegóły z życia ludzi i wydarzenia masowe, polityczne, mają opinię nieprzewidywalnych, w dużym stopniu słuszną. Jeśli ktoś twierdzi, że jakoś przewiduje przyszłość lub działa w dziedzinie, która prognozowaniem się zajmuje, to rozsądek każe sądzić, że albo tak jest faktycznie i ów ktoś posiada jakiś nieznany mi a cenny rodzaj wiedzy – albo ów kłamie, z podpunktem: kłamie sam siebie oszukując, czyli jest głupi. Sprawdzić to można żądając od niego, żeby powiedział „co się stanie” i to nie jakoś ogólnie, tylko konkretnie, żebyśmy mogli to sprawdzić. W tamtej dyskusji były takie apele: żebym „bardziej konkretnie” napisał, co z tamtego układu planet (w pełnię 20 lipca) wynika.

Ja sam kiedyś, kiedy zetknąłem się z astrologią, postawiłem na wariant, że być może zawiera ona jakąś cenną a pomijaną przez mainstream wiedzę i zacząłem ją poznawać. Tak to trwa.

Przeważnie jednak sytuacja nie jest aż tak prosta: albo cenna wiedza albo głupi przesąd. Częściej, jak mi się wydaje, umysły popadają w oscylację. (Może nawet kwantową.) Przebiega ona mniej więcej tak: „To przecież przesąd, głupota. A jeśli nie, to co? Jeśli ten człowiek wie lub może wiedzieć o mnie więcej niż ja sam wiem? Jeśli faktycznie potrafi przewidzieć, co mi pisane? To on wtedy ma nade mną... władzę. A ja tego nie chcę. Wobec tego jego wiedza musi być przesądem, a on sam głupi. Czyli przesąd. Ulga. ...A jeśli nie?! Itd.” W tym przypadku ktoś odrzuca astrologię, ale czyni to ze złą motywacją: nie na podstawie dowodów jej fałszywości, tylko dlatego, że jej istnienie zakłóca mu jego samoobraz. Mówiąc psychoanalitycznie, ego stawia opór.

Czy to wszystko, co przeszkadza intelektualistom w astrologii? Z tego, co przeszkadza im niesłusznie, czyli na zasadzie mechanizmów samoobrony, to chyba wszystko. Wydaje mi się, że inne argumenty sprzeciwu da się sprowadzić do tych dwóch.

Prócz tego dwie rzeczy przeszkadzają im słusznie. Pierwsza taka, że astrologia twierdzi i jest to jej podstawą, że nasze myślenie i ogólniej stany umysłu zależą od czegoś, co dzieje się gdzieś daleko. Tymczasem naukowy mainstream upiera się przy założeniu, że umysł jest izolowany w czaszce i „na odległość nie wypływa”. Gdy się przyjmuje polowy obraz umysłu (jak u R. Sheldrake′a lub R. Penrose′a), to ta przeszkoda znika i astrologia staje się bardziej możliwa do przyjęcia. (Oczywiście i tutaj może zostać odrzucona.)

Druga przeszkoda jest taka, że fizyka nie zna, nie rozpoznała i nie przewiduje, że mogłyby istnieć oddziaływania, pola lub siły, które by coś przenosiły od planet do umysłu (mózgu?). Ale to już jest defektem samej fizyki i póki ona tych astro-oddziaływań nie znajdzie, to należy spokojnie astrologię rozwijać fenomenologicznie, podobnie jak genetyka była właśnie tak rozwijana do czasu, gdy Watson, Creek i Rosalind Franklin*** odkryli helisę DNA. (Wtedy pojęcie genu uzyskało chemiczną i dalej fizyczną podbudowę.)

Oprócz tego są przeszkody w samej astrologii, czyli poglądy lub ogólniej zachowania poznawcze, którymi astrologia i astrologowie zrażają sobie intelektualny mainstream. Po pierwsze, przeraźliwy konserwatyzm. Widać go np. w uporze, z jakim trzymają się modelu klatkowego, czyli podziału kierunków na ekliptyce na klatki-znaki, koniecznie w liczbie 12, bez uzasadnienia dlaczego 12, na zasadzie: „tak musi być, bo w książkach napisano”. Po drugie, brak jasnych kryteriów prawdziwości lub choćby przydatności poszczególnych pojęć i twierdzeń. Po trzecie, obecność zwyczajów, które straszą racjonalistę, np. ten, kiedy o znaczeniu pewnego astro-obiektu (np. nowo odkrytej planetoidy) wnioskuje się z nazwy, którą ktoś jej nadał. (Skoro planeta wpływa na umysł, kto czemu nie mogłaby zakomunikować – przez to, jak ją nazwano – swojej istoty?) W ogóle historia dochodzenia astrologii do swojej wiedzy jest bardzo tajemnicza... I źle poznana, zarówno z powodu obrażania się na nią ludzi nauki, jak i z powodu, który wstawiam jako przeszkodę nr cztery: brak w astrologii wewnętrznej krytyki, czym różni się od nauk, a zbliża się do religii. Tych przeszkód po stronie astrologii jest więcej i należy im się osobny tekst.

Astrologia powinna zostać na nowo zbudowana lub z-re-konstruowana, powinna dokonać się w niej jakaś praca rewizyjna. Na własną rękę robię to od lat, ale przez to pozostaję w podwójnej mniejszości, bo i od intelektualnego mainstreamu, i od tej odmiany astrologii, która idzie swoim rozpędem.


* Pierścień kwadratur i oktyli pomiędzy Saturnem, Neptunem i Uranem. Podczas jego trwania miały miejsce Brexit, szczyt NATO, mord w Nicei i zamach na Erdogana, nie licząc mniejszych.

** Ironia należy do seiðr, magicznej broni istot słabych, nie do męskiej sztuki miecza.

*** Franklin młodo zmarła nie dożywszy Nobla.

2016-07-23. Wojciech Jóźwiak. Cykl: Astro-refleksje

« Dzisiaj Wielka Kupała czyli Przesilenie i... SPIS ↓ Dlaczego astrologia jest inna? »

Pisanie komentarzy niedostępne.