2015-09-29. Wojciech Jóźwiak. Cykl: Astro-refleksje

« Co na niebie? Czego nas ono... SPIS ↓ Cztery osie czyli nasze umocowanie w... »

Dlaczego się rodzimy właśnie wtedy?

Astrolog chcąc zrozumieć czyjś (lub swój) urodzeniowy horoskop, nie może zasłonić się przypadkiem – „oj, to był przypadek”. Musi przyjąć, choćby tylko w ramach ćwiczenia, że to nie był przypadek, tylko wybór. Kosmiczne siły lub kosmiczni geniusze, które nas rodzą, tzn. kierują naszym urodzeniem się, musiały coś ciekawego zauważyć w pewnym momencie czasu i uznać, że to właśnie jest najlepszy czas dla ciebie, żebyś się urodził/a.

Możesz wyobrazić sobie, że tym kimś „rodzącym cię”, czyli wypychającym cię na świat jak komandosa z pokładu samolotu, był twój osobisty geniusz lub dajmon, lub jak pisze James Hillmanacorn. (To znaczy po angielsku żołądź, czytaj „ejkuorn”, ale po polsku „żołądź” już tak nie brzmi, jak trzeba. Więcej czytaj tu>>) Ten dajmon obserwuje oś czasu i jej naładowanie wpływami planetarnymi i kiedy widzi moment na tej osi, który jest odpowiedni, ba najlepszy dla ciebie – wypycha cię. Także wtedy, kiedy czyni to rękami chirurga położnika. (Co dalej ten geniusz robi teraz – o, to jest osobne pytanie.)

Przyjmijmy, że dajmonowie wiedzą co robią i rodzą cię w odpowiednim dla ciebie momencie. W takim, że wpływy planetarne są właśnie takie, jakich potrzebuje twoja pierwotna natura, twój los.

(Być może przygotowana w poprzednich wcieleniach, ale je zostawmy i nie ruszajmy. Roger Penrose w swojej książce „Cykle czasu” zastanawia się – całkiem poważnie – nad tym, jakie były wszechświaty, które poprzedziły ten nasz, istniejący od Wielkiego Wybuchu. Metafory...)

Na jaki moment zjustowują położne dajmony nasze narodziny? Po pierwsze, patrzą, która planeta dominuje. I tak, prawdopodobnie Sławomir Mrożek został zrzucony w momencie, kiedy Saturn przechodził przez medium coeli i właśnie dla tego Saturna w MC:

Bo to dawało mu cnoty sięgania wyżej-dalej szerzej, widzenia świata z wyższej-szerszej perspektywy, pięcia się w górę, i jednocześnie cnotę dystansu, chłodnego krytycznego i precyzyjnego widzenia bez emocjonalnego wiązania się z lepką rzeczywistością. Wszak Piątką-Obserwatorem typowym był. Oraz cnotę takiego... bycia-nie-do-ruszenia, jakby bycia z wyższego poziomu, co daje właśnie Saturn w MC.

Ale jednocześnie dajmon uznał, że moment jest dobry, ponieważ wschodził Uran:

A Uran czynił Mrożka obywatelem świata, przyszłościowcem-futurystą i specjalistą od paradoksów.

Znów Carla Junga jego dajmon wyciągnął na świat, kiedy zachodziło Słońce (i wtedy dominowało) i w tamtych dniach nie było to tylko zwykłe Słońce, ponieważ wtedy Słońce wskazywało na Neptuna, tworząc z tą planetą ścisłą kwadraturę, a właśnie obłożenie Neptunem było tym, czego istota (dusza?) Junga potrzebowała, by się odnaleźć w świecie po swojemu i odpowiednio wyrazić.

Takich momentów silnego Słońce (i wraz z nim Neptuna) było wtedy więcej. Ten, kiedy faktycznie mały Jung (Jóńzio) się urodził, miał to do siebie, że jednocześnie Pluton był na imum coeli. (Azymut Plutona 182°16′, czyli tylko 2° odchylenia od IC, zakładając, że znamy ścisłą godzinę.) Pluton! Głębia! W imum coeli, więc „głębia nieba”! – To było to, czego Carl Gustav potrzebował, by zanurkować (Neptun, woda) w głębiny psyche-podświadomości.

Tym, co nas wyciąga na świat, co nas rodzi – lub co biorą pod uwagę nasi dajmonowie, gdy nam każą skakać – są maksima aktywności planet. Momenty, kiedy planeta przechodzi przez osie horoskopu, lub kiedy jest wskazywana przez Słońce lub przez Księżyc; tak się dzieje, kiedy któreś z tych świateł tworzy z tą planetą silny aspekt, a najlepiej koniunkcję. Siłę-wagę planet podnoszą dodatkowo znaki, w których przebywają Słońce i Księżyc i znajduje się ascendent. Np. u Junga Słońce, przez to, że było w Lwie i na początku Lwa, podnosiło wagę samego siebie. Księżyc przez to, że był w znaku Byka, podnosił wagę Wenus. Połączone siły Wenus i Słońca dały Jungowi uwodzicielski oczarowujący wpływ na ludzi. (W tym na kobiety, ale to osobna historia.) Wciąż jesteśmy pod jego czarem, czyż nie?

2015-09-29. Wojciech Jóźwiak. Cykl: Astro-refleksje

« Co na niebie? Czego nas ono... SPIS ↓ Cztery osie czyli nasze umocowanie w... »

Pisanie komentarzy niedostępne.