2013-04-19. Wojciech Jóźwiak. Cykl: Astro-refleksje

« Oktotopos - jak się ma do... SPIS ↓ Sam początek astrologii »

Eksperymenty w astrologii

Przy okazji czy też „na tle” czytania Sheldrake′a (co robię wytrwale od jakiegoś czasu, patrz równoległy blog „Czytanie Sheldrake′a”), który obmyślił wiele eksperymentów na rezonans morficzny, przychodzą mi pomysły na eksperymenty w astrologii.

Dygresja: „morfizm” Sheldrake′a ma wiele wspólnego z astrologią i chyba nie przypadkiem w tym samym czasie zapoznałem się lub zacząłem się zapoznawać z jednym i z drugim, wkrótce po 1980 roku. I nie tylko mają wspólne to, że oba są negowane przez obowiązującą naukę, jej mainstream.

W pewnym miejscu Sheldrake wspomina o uśrednionych fotografiach. Polega to na nakładaniu na siebie wielu zdjęć ludzkich twarzy. W wyniku dostaje się średnią twarz, męską lub kobiecą, ciekawe, że obie dość urodziwe. Inna seria przedstawia zdjęcia twarzy sióstr: wynikiem jest średnia twarz kobiety z tej rodziny, jednakowo podobna do wszystkich. Sztuczką tą bawiono się w początkach XX wieku, potem wyszła z mody. Dziwi mnie, że tego nie robi się teraz, ponieważ cyfrowa fotografia i cyfrowe przetwarzanie obrazu dostarcza środków niemożliwych przy fotografii „starej”. Pomysł jest taki, żeby uśredniać (serializować) twarze ludzi ze wspólną cechą horoskopową. Np. mających ascendent lub Słońce w tym samym znaku zodiaku. W ten sposób dostalibyśmy średnią lub typowa twarz Barana, Byka itd., oczywiście osobno kobiety, osobno mężczyzny.

(Sheldrake wspomina fotograficzne uśrednianie jako model dla rezonansu morficznego, nie dla niego samego.)

Cyfrowe przetwarzanie pozwala normować twarze, czyli skalować je tak, żeby miały stałe proporcje, np. wspólne 3 punkty: środki oczu i środek ust. Sama ta proporcja też byłaby parametrem badanej grupy, na wypadek gdyby okazało się, że Raki mają szersze twarze niż Barany (o czym „na oko” jestem przekonany).

Tu idea tego eksperymentu rozgałęzia się logicznie. Po pierwsze, można badać „surowe” twarze, tzn. serializowane twarze traktować jako wynik tych „pomiarów”. Ale można – inaczej – dodać etap pośredni, mianowicie zanim przejdzie się do badań astrologicznych, czyli nad grupami ludzi (twarzy) wybranych ze względu na wskaźniki w ich horoskopach, to wcześniej można wypracować serialną klasyfikację twarzy w ogóle. Bo ile jest różnych ludzkich twarzy? Tyle, ilu ludzi. (Może prócz niektórych wyjątkowo podobnych bliźniąt jednojajowców.) A ile jest różnych typów ludzkich twarzy? Tego nikt nie wie i chyba nie prowadzono takich klasyfikacji. Jeśli prowadzono, to ja o tym nie wiem i proszę tego, kto wie, o informację i pouczenie. W tym drugim wariancie sprawdzano by, nie jak wygląda np. „średnia twarz Byka”, tylko w jakim procencie u Byków występują różne typy twarzy, ustalone wcześniej.

Drugie logiczne rozgałęzienie polega na tym, że w ogóle na dwa sposoby i w dwóch różnych celach można prowadzić statystyki i wielkoliczbowe eksperymenty w astrologii. Pierwszy ma na celu wykazanie, że astrologia działa. Wtedy bierze się pod uwagę znane wskaźniki horoskopowe, np. Słońce w znaku albo planetę na ascendencie, i sprawdza się, czy grupy ludzi wybranych ze względu na te wskaźniki czymś się wyróżniają. Czy np. znaki zodiaku „widać” w statystyce. (Wykonano wiele statystyk, w których znaków Słońca nie było widać.) W drugim podejściu przyjmuje się, że astrologia działa, za to eksperyment czyli statystyka ma na celu dowiedzenie się, jak działa. Np. które cechy psychiczne lub inne mają ludzie, których urodzeniowe Słońce jest w sektorze pomiędzy ascendentem a medium coeli.

Więc w uśrednionych fotografiach można by (przy podejściu pierwszym) badać czy np. znaki różnią się średnią twarzą, ale także (przy podejściu drugim) znajdywać rozkład typowych twarzy na ekliptyce, bez nawykowego dzielenia jej na znaki.

2013-04-19. Wojciech Jóźwiak. Cykl: Astro-refleksje

« Oktotopos - jak się ma do... SPIS ↓ Sam początek astrologii »

Pisanie komentarzy niedostępne.