2021-09-04. Blanszeta. Cykl: Blanszeta: prace

SPIS ↓ Wielki chiński głód »

Księżyc. Rzut oka na modernistyczną architekturę początku XX wieku

Modernizm w architekturze, w Polsce zawężony  do okresu międzywojnia i dalej do połowy lat 70, a na świecie liczony od 1851 roku (o którym to roku naprawdę warto napisać więcej) podobno trwa do dziś. Pozostańmy jednak przy świeżych początkach, kiedy adekwatność  formy i funkcji oraz postulat szczerości materiału były jedynymi ograniczeniami  i pozwalały uwolnić się wyobraźni architektów i uabstrakcyjnić formy w zależności od temperamentu twórcy, bowiem złudzeniem jest, że forma w modernizmie wyłącznie wynika z  funkcji  i użytych materiałów. Architektura, jak każde dzieło sztuki , jest wyrazem osobowości  i  językiem, jakim architekt do nas przemawia, a  temperament  przejawiający się w formie architektonicznej widać w horoskopach. Oczywiście wyznaczników stylu, w jakim wyrazi się twórca,  w zależności od indywidualności jest wiele, w tym przede wszystkim Saturn i Wenus odpowiedzialne za formę, lecz ograniczmy się do najbardziej dla architekta charakterystycznego: do Księżyca jako sygnifikatora domu, a  tutaj - budynku.

Walter Gropius, który już w szkole średniej instynktownie buntował się przeciwko narastającej brzydocie przemysłowego miasta, ma Księżyc w Wadze, dodatkowo podkreślony opozycją Wenus z Marsem – od zręczności. W tym wypadku zręczności manualnej, bo bezpośrednie zaangażowanie twórcy w powstanie  nie tylko projektu, ale i efektu finalnego, było obok pracy w zespołach jedną z zasad Bauhausu.  Ten wenusowy Księżyc nie jest w architekturze Gropiusa oczywisty i łatwy do odczytania szczególnie w budynkach przemysłowych i publicznych. Kryje się w przyjaznym człowiekowi charakterze, w pionierskich szklanych, wpuszczających do wnętrz powietrze fasadach – kurtynach, oderwanych od konstrukcji, których podziały tworzą ramy dla życia wewnątrz, widocznego dla przechodnia.

 

 

Dużo łatwiej za to odczytać Ksieżyc u Ludwiga Miesa van der Rohe, u którego  zachodzi on  i jest w recepcji  ze wschodzącym  Saturnem.  Mies  jest słynny ze  swojego  bon motu  „mniej znaczy więcej”, który stał się mottem minimalizmu. Mies van der Rohe stosował wyłącznie kubiczne, zachwycające prostotą i ascezą formy i  niezwykle  dbał o jakość wykonania. Trudno uwierzyć, że  ta elegancka architektura  od początku budziła również sprzeciw i była także określana nowym kaftanem bezpieczeństwa  projektowania architektonicznego, a  w opozycji do niej tworzył  np. Frank  Lloyd Wright.

 

A trudno o bardziej egotycznego i przekonanego o swojej wyjątkowości architekta niż Frank Lloyd Wright.  Zostawmy jednak Saturna na Ascendencie i spróbujmy odczytać jego architekturę przez Księżyc, jako że styl Wrighta obok epitetu „romantyczny” określa się również jako „organiczny”. Nie uda się to, jeśli nie weźmiemy pod uwagę także jego Wenus w Byku, a  w omawianym przypadku Muzeum Guggenheima w Nowym Jorku – również  Jowisza w Rybach. Muzeum, które wygląda jak rozwijająca się biała wstążka,  w środku jest spiralą, do której inspiracją była podobno muszla łodzika. Jest przeniesionym w trzeci, a nawet czwarty wymiar kołem, formą idealną,  w przeciwieństwie do suchych, wykalkulowanych prostokątów.  Budynek nie kończy  się zgodnie z ideą żyjącej, zintegrowanej z otoczeniem istoty. Koliste formy powtarzają się nawet jako wzór na posadzkach. Obiekt ten jednak byłby przy tym zupełnie niefunkcjonalny jako muzeum  bez mnóstwa poprawek, jako że Wright był artystą bezkompromisowym, a jego projekty są  często niepraktyczne, bo na osi między Księżycem w Pannie a Jowiszem w Rybach, to Jowisz brał górę.

 

  Można się spierać, który z budynków z tytanicznej spuścizny Le Corbusiera jest najbardziej dla niego ikoniczny – przede wszystkim na myśl nasuwa się Jednostka Marsylska – jednak Charles Jencks w swojej książce o Le Corbusierze wskazuje na inny,  na klasztor La Tourette w Eveux.  Opisuje go jako „gwałtowną, prawie wrogą, górującą nad chaotyczną naturą, a jednak defensywną, trzymającą się z dala i pełną rezerwy formę zawierającą sto cel mnichów”. I dalej: „Związek La Tourette z naturą ma charakter katastroficzny, oschły i wzniosły, nie zaś harmonijny, krajobraz ukazujący się w obramowaniu gwałtownych polifonicznych form zapiera dech”.  Jeśli dodamy, że budynek realizuje postulaty Le Corbusiera  takie jak konstrukcja słupowa parteru, unosząca bryłę w powietrzu  i  pasmowe przeszklenia na całą wysokość kondygnacji, mamy egzemplifikację koniunkcji Księżyca z Plutonem w  Bliźniętach.

 

 I na koniec tego krótkiego przeglądu Oskar Niemeyer, poeta architektury, który był do tego wpisu  inspiracją.  „Nie interesują mnie kąty proste  ani wymyślone przez człowieka linie proste, sztywne i bezduszne. Interesują mnie krzywizny, swobodne i zmysłowe, takie, jakie spostrzegam w górzystych krajobrazach mojej ojczyzny, meandrujących rzekach, falującym morzu i ciele kobiety, którą kocham”. Te formy to misy i kopuły, łuki  i całe arkady, półksiężyce i  wijące się wiadukty. Formy nieskomplikowane, a  eleganckie i zmysłowe, jakie daje Księżyc w Byku. Opus magnum Nemeyera to Brasilia, kosmiczne miasto i niesamowite budynki jego autorstwa, o których Gagarin powiedział w 1961 roku: „mam wrażenie, że wysiadłem nie na Ziemi, a na innej planecie”. To trygon Ksieżyca i Urana, który dał Le Corbusierowi asumpt do dostrzeżenia wielkiej innowacji  w kompleksie  Kongresu Narodowego w Brazylii.

 

 

Odnajdywanie  klucza do twórczości architektów na podstawie położenia Księżyca jest z mojej strony rodzajem żartu, ale i - mam nadzieję – inspiracją do szukania w astrologii niekoniecznie daleko tego, co jest blisko.

2021-09-04. Blanszeta. Cykl: Blanszeta: prace

SPIS ↓ Wielki chiński głód »

Pisanie komentarzy niedostępne.