2006-12-01. Wojciech Jóźwiak. Cykl: Więcej dla ciekawych

SPIS ↓ Typowe błędy przy badaniu tranzytów »

Neptun czyli dziesiąta inteligencja

Istnieje koncepcja 'wielości inteligencji' lub 'inteligencji wielorakich', której autorem jest znany amerykański psycholog Howard Gardner. Zrazu jego lista osobnych inteligencji liczyła siedem pozycji, potem poszerzył ją do dziewięciu. Te inteligencje są następujące:

Wreszcie w trybie cokolwiek przypuszczającym Gardner sugeruje, że istnieje jeszcze jedna inteligencja:

Argumentem na rzecz faktycznego istnienia tych odrębnych inteligencji jest fakt, iż działają one w różnych obszarach mózgu - uaktywniają różne obszary kory mózgowej. Także ubytki tych inteligencji pojawiają się w wyniku uszkodzeń określonych obszarów mózgu. Te wielokrotne inteligencje są więc czymś "namacalnym", dobrze zlokalizowanym w mózgu.

Znane prawie od początków XX wieku testy inteligencji (zapewne każdy z Was je kiedyś wypełniał, choćby dla zabawy) "mierzą" poziom zaledwie dwóch pierwszych inteligencji: matematycznej i językowej.

Gardner poszczególne inteligencje sugeruje wyobrażać sobie jako oddzielne działające w naszych mózgach "komputery", każdy wyspecjalizowany w obsłudze szczególnych zadań, funkcji i celów. Kiedy chcę wbić gwóźdź w belkę pod sufitem i nie przytłuc sobie palca, włącza mi się "komputer" od inteligencji motorycznej (nr 5). Kiedy usiłuję zanucić jakąś zasłyszaną melodię, uruchamiam swoją (słabiutką, niestety...) inteligencję muzyczną (nr 3). A kiedy ledwo widząc w dali sylwetkę ptaka, na podstawie samych ruchów jego skrzydeł oceniam, czy jest to myszołów, błotniak czy jastrząb, wtedy posługuje się inteligencją nr 8, rozróżniającą. Że poszczególne inteligencje w różnym stopniu są rozwinięte u różnych ludzi, nie trzeba podkreślać.

Czy lista ośmiu lub dziewięciu inteligencji, którą podaje Gardner, jest kompletna i zamknięta? Sam autor w cytowanym artykule tego nie rozstrzyga, chociaż wspomina, że poszczególne ich rodzaje można dzielić na dalsze drobniejsze podtypy, których może być nawet 40 lub 50. Faktycznie, sprawności rysownika-portrecisty i "czytacza" map w terenie, są odmienne, choć podpadają pod tę samą inteligencję nr 4, przestrzenną.

Tymczasem dla mnie (i nie tylko dla mnie) oczywistym jest, że istnieje jeszcze jedna "wielka" inteligencja - dziesiąta. Trudno dla niej znaleźć dobrą nazwę: sam próbuję ją nazywać "medialną" lub "wizyjną". Ten szczególny rodzaj inteligencji cechuje ludzi, o których mówi się, że mają "zdolności medialne". Wśród nas - uczestników kursu astrologii - z pewnością poziom tej inteligencji jest wyższy niż przeciętnie.

Inteligencja medialno-wizyjna przypomina trochę inteligencję muzyczną. Muzyczna "służy" do obsługi jednego szczególnego kanału zmysłowego: słuchu, i poza słuchem właściwie nie istnieje. Podobnie inteligencja medialna obsługuje kanał "pozazmysłowy", czyli to wszystko, co nasz umysł odbiera, ale nie mając po temu wyróżnionego zmysłu. To jest to, co do umysłu przychodzi... nie wiadomo skąd, ale na pewno spoza "ja" osoby doświadczającej. Konkretna odpowiedź na pytanie "skąd" zależy już od przyjętego modelu świata. Zwolennik psychologii głębi Carla Junga powie, że te treści pochodzą z "głębokich warstw umysłu". Szamanista - że z "przestrzeni wewnętrznej", w którą wchodzimy w wizjach. Zwolennik psychologii interpersonalnej nazwie te treści "interpersonalnymi" i przypisze je "psychizmowi" istniejącemu poza mózgami poszczególnych ludzi. (Tu przypomina się tytuł książki Stanisława Grofa "Poza mózg" - Beyond the Brain - jedno z głównych dzieł tego nurtu.) W religiach te same treści łączone są z kontaktami z bóstwami, demonami i aniołami, jako "widzenia" i "nawiedzenia" a czasem "owładnięcia" i "opętania". Poeci nazwą je "natchnieniami" i na pół serio upersonifikują ich nieznane źródło w postaci latającego dziewczęcia-muzy.

Dla ludzi obdarzonych dziesiątą inteligencją treści, które z nią są związane, są tak samo (lub prawie tak samo) realne jak treści zmysłowe. Pozwolę sobie zacytować słowa jednej z uczestniczek naszego kursu:

/.../ dla mnie naturalne było to, że widzę anioły. Były takie urocze, siedziały na chmurkach i dokładnie widziały co robię. /.../ Od dziecka, jeśli tylko byłam na coś bardzo chora, to momentem przełomowym było pojawienie się wilka. Czułam, że wchodzi do domu, zazwyczaj przez okno, wchodzi na łóżko i staje nade mną patrząc mi prosto w twarz. Czułam jego wilgotny, ciepły oddech i bardzo się bałam, że chce mnie skrzywdzić. Siadałam wtedy na łóżku i sprawdzałam, czy rzeczywiście jest jakiś wilk w pokoju i czy okno jest otwarte. Nic nie widziałam. Kładłam się potem z powrotem do łóżka i widziałam siebie w lesie w wielkim stadzie wilków, które traktowały mnie jak członka rodziny. Siadałam wtedy na grzbiecie przywódcy i całą watahą pędziliśmy przez las i drogę koło mego domu. Czułam się cudownie... Zwykle po tych wizjach wracałam do zdrowia. Ten szczególny sposób postrzegania pozazmysłowego powodował, że świat aniołów, elfów, krasnoludków i duchów natury był dla mnie tak normalny jak, nazwijmy to, otaczająca mnie materialna rzeczywistość. "Normalność" takiego odbierania świata powodowały, że jako dziecko zakładałam, iż wszyscy tak samo widzą, to samo słyszą. Dopiero po latach przekonałam się, że jestem "normalna inaczej"... Na szczęście w domu nie byłam dyskryminowana za swoje widzenia, więc właściwości te mogły swobodnie się rozwijać. (S.T., z jej kursowej pracy o dominancie Merkury-Neptun.)

Inteligencja medialno-wizyjna działa przy wszystkich zjawiskach i zdolnościach "para", takich jak doświadczanie wizji (spontanicznych lub stymulowanych, np. słuchaniem bębna), wizualizowaniem i długotrwałym utrzymywaniem wizualizacji; dalej wyliczę "ożywanie" wizualizacji czyli spontaniczne pojawianie się w nich elementów nieplanowanych i nie wymyślonych. Dalej: wywoływanie skutków wizualizacji w ciele, od samoleczenia aż do stygmatów; bardziej tajemnicze od nich zdalne działanie na organizmy innych ludzi, więc zdolności uzdrowicielskie; następnie dywinacyjne "czytanie" kart, kosmogramów lub heksagramów Księgi Przemian, wróżenie z wizji, postrzeganie dodatkowych wizyjnych szczegółów w zewnętrznym świecie, więc np. aury; uruchamianie narzędziowych czujników różnych zjawisk, z czego najbardziej znane jest posługiwanie się wahadłem lub różdżką; czy wreszcie doświadczanie tak złożonych całościowych zjawisk, jakimi są podróże szamańskie. Skoro doszliśmy do szamanizmu, to koniecznie dodać trzeba zdolności medialne we właściwym sensie, czyli udostępnianie swego umysłu i ciała jako narzędzia komunikacji dla istot nie-cielesnych, więc przemawianie głosami duchów lub zmarłych lub nawet występowanie w roli "wierzchowca" czy "wehikułu" dla bóstw, jak to ma miejsce w haitańskim wudu i podobnych ale mniej znanych religiach afrykańskich i brazylijskich.

Wydaje mi się też, że ludzie, którzy zapewne mają tę dziesiątą inteligencję rozwiniętą w większym stopniu, ale nie mający jej najbardziej spektakularnych przejawów, dają się poznać po tym, że mają charakterystyczne zainteresowania - właśnie "tymi" sprawami, czyli tym, co nieściśle jest nazywane "ezoteryką". [Właściwie słowo "ezoteryczny" oznacza rzeczy ukrywane w kręgach wtajemniczonych.]

W kosmogramie Dziesiąta Inteligencja ma swój wyrazisty wykładnik - i jest nim Neptun. Cytowana wyżej Saba Tanare ma koniunkcję Neptuna i Merkurego. Wydaje się to być prawidłowością: Merkury jest wskaźnikiem inteligencji w ogóle, a planeta, z którą pozostaje on w związku, np. jest przez nią aspektowany, zapewne określa rodzaj tej inteligencji. Koniunkcja Merkurego z Neptunem wskazuje na inteligencję medialno-wizyjną.

Tu warto dodać, że najwybitniejszy "medialik" wśród psychologów, czyli Carl Gustav Jung, miał Neptuna w ścisłej kwadraturze ze Słońcem (co podwyższało wagę tej planety) i w kwintylu (aspekt 1/5, 72 stopni) z Merkurym. Inna neptunowa postać, tym razem z naszych twórców, Stanisław Ignacy Witkiewicz, miał dominującego Neptuna na descendencie w kwadraturze do Merkurego.

Niestety, ludzie obdarzeni Dziesiątą Inteligencją są u nas, mówiąc ogólnie, w pogardzie i nie jest to związane z ich osobistymi winami ni zasługami, lecz wynika z ogólnokulturowej anatemy, którą ten rodzaj inteligencji jest u nas obłożony. Anatema ta jest tak potężna, że nawet samemu autorowi koncepcji wielorakich inteligencji, Gardnerowi, nie pozwoliła tego - dla mnie i dla wielu oczywistego - rodzaju inteligencji w ogóle zauważyć. Należy podziwiać zakrywającą siłę pseudo-racjonalistycznego paradygmatu, który rządzi umysłami ludzi nauki! Choć nie wykluczam, iż Howard Gardner wprawdzie zna ten rodzaj inteligencji, ale o nim nic nie mówi, właśnie po to, by nie narazić się wśród kolegów na zarzut "nienaukowości", "przesądu", "uprawiania okultyzmu" itd.

Jakieś pojęcie o losie inteligencji wizyjnej i ludziach nią obdarzonych daje łatwe do wyobrażenia podobieństwo. Wyobraź sobie, że w pewnej, poza tym podobnej do naszej, cywilizacji, przyjęte jest żywić odrazę do muzyki. Nieliczni którzy potrafią wydawać jakieś dźwięki zorganizowane w melodie, np. śpiewając albo stukając w jakieś przedmioty, budzą niechęć, bo są uważani za niekulturalnych - śpiewanie jest bowiem uważane za niegrzeczne podobnie jak u nas... bekanie. Muzyka, jeśli jakaś tam jest, to ograniczona do niskich i pogardzanych subkultur: jakichś ciemnych chłopów, pijaków lub przybyszów o innym kolorze skóry. Ograniczeni do takich subkultur lub do ekscentrycznej prywatności muzycy czy śpiewacy są oskarżani o "wrogie działania", ponieważ zdarza się, że ich dźwięki kogoś przyprawiają o płacz albo o niemożliwe do nazwania i kulturalnego wyrażenia emocje i wzruszenia. Bywają też obwiniani o podstępne budzenie seksualnego pożądania i sianie innych niecnych wpływów. Nieliczni muzykalni potrafią zastosować swój "dziwny, obcy, zły" talent do dzieł społecznie uznawanych: na przykład nucenie sobie wulgarnych (bo innych nie ma) śpiewek pod nosem pomaga im skoncentrować się na malowaniu obrazów lub układaniu wierszy - bo inteligencja przestrzenna ani językowa nie są w tamtej cywilizacji przeklęte. Ale los większości muzycznych talentów, ba, geniuszy, jest tam ponury. Ta analogia, jak myślę, dobrze przedstawia dziejący się u nas los dziesiątej inteligencji, medialnej, i ludzi nią obdarzonych, a także dziedziny zastosowań tej inteligencji czyli wszelkich sztuk szamańskich. Tak jak w tamtej cywilizacji inteligencja muzyczna byłaby społecznie niezintegrowana, tak u nas niezintegrowana pozostaje inteligencja medialna.


1 grudnia 2006

2006-12-01. Wojciech Jóźwiak. Cykl: Więcej dla ciekawych

SPIS ↓ Typowe błędy przy badaniu tranzytów »

Pisanie komentarzy po zalogowaniu/rejestracji.