2016-10-19. Wojciech Jóźwiak. Cykl: Więcej dla ciekawych

« Węzły Księżyca i baśń o Kopciuszku SPIS ↓ Zjawiska progowe »

Nobel Dylana

Nagroda Nobla dla Boba Dylana ucieszyła mnie nie tylko dlatego, że od niepamiętnych czasów jestem fanem jego pieśni, ale też z powodów astrologicznych. Bo Dylan jest merkurykiem! Urodził się mając Merkurego na jednej z osi horoskopu, na descendencie. Co znaczy tyle, że w tamtym momencie, 24 maja 1941, godz. 21:05 w mieście Duluth na pograniczu z Kanadą, Merkury właśnie zachodził – i w ten sposób wskazywał, że właśnie ta planeta będzie najważniejsza dla nowo narodzonego młodzieńca.

Merkury był przy tym silny, bo przebywał we własnym znaku, w Bliźniętach. W Bliźniętach były też Słońce i Wenus, a Jowisz do tego znaku wchodził. Wielka siła Bliźniąt – więc tym większa jego planety-władcy, Merkurego.

Kim „musi” być Bliźniak-merkuryk mający tę planetę na descendencie? (Descendent to punkt w horoskopie, poprzez który kontaktujemy się z innymi ludźmi, z naszymi „ty”.) – Ano, musi być kimś, kto „chodzi po ludziach”, pilnie im się przysłuchuje i przygląda, i na podstawie tego, co „załapał”, pokazuje im, jacy oni są. Na tym polega rola descendentalnego merkuryka: opowiadać (lub wyśpiewywać) ludziom prawdę o nich. Dylan robi to z uporem, przez całą swoją, trwającą ponad pół wieku artystyczną karierę.

Skąd jego sława? Ma na nią mocny wskaźnik: koniunkcję Jowisza i Słońca. A skąd jego fryzura, ta kędzierzawa szopa? Na filmie z pradawnego roku 1964 młody Dylan występuje już w swoim afro, podczas gdy wszyscy naokoło, także ci młodzi, jeszcze staromodnie jak rekruci na wojnie, podgoleni i ulizani. Tamci mężczyźni wyglądają jak z dawno minionej epoki, a Dylan już jest „nasz”, jest nowoczesny, parę lat minie i wszyscy zaczną go naśladować. Wyprzedzanie czasu wynika z silnego Urana. Uran jest w koniunkcji z Jowiszem i Słońcem.

Aż sześć jego urodzeniowych planet, w tym Słońce i Księżyc, leżą w ćwiartce horoskopu pomiędzy descendentem a imum coeli. Te planety już zaszły, ale jeszcze nie doszły do „dołu nieba”. Francuski astrolog Patrice Guinard odkrył, że planety w tamtym sektorze nieba każą ludziom – którzy je tam mają – skupiać się na swoich dziełach. Ci, którzy mają tam zgrupowanie planet, a szczególnie Słońce lub Księżyc, żyją tak, jakby chcieli „coś po sobie pozostawić”, pewne trwałe dzieło. Może to być zbudowany dom z solidnymi murami, może być jakaś nieprzemijalna idea, książki, obrazy, utwory, albo firma lub stowarzyszenie, które zacznie żyć własnym życiem i przetrwa swojego twórcę. U Boba Dylana zrealizowało się to całkiem klasycznie: pozostawia po sobie setki wierszy-piosenek i muzyki do nich; i pozostawia (jak każdy wielki poeta) „memy”, czyli myślowe skróty, podpowiadające, o czym i jak myśleć w pewnych sytuacjach. Tu wracamy do jego głównej planety: przecież do dziedziny Merkurego należą słowo i myśl.

Jak na kogoś tak sławnego, Dylan był dziwnie skromny. Sławy nie szukał, na świecznik się nie pchał, wokół niego nie działy się skandale, nie robił się żaden sztuczny szum. Żenił się (dwukrotnie) i rozwodził w tajemnicy przed reporterami. Dorobił się piątki dzieci, jeśli dobrze liczę. To dbanie o własną prywatność, ale i pewna życiowa skromność, jego „anty-gwiazdorstwo” również jest zapisane w horoskopie: gdyż większość jego planet, prócz Neptuna i Plutona, znajduje się na linii horyzontu lub pod horyzontem – „pod ziemią”. A ludzie z takimi „podziemnymi” planetami nie lubią publicznie obnosić się ze swoją prywatnością.

W westernie „Pat Garrett i Billy Kid” Bob Dylan zagrał wędrownego grajka, który pytany, jak się nazywa, odpowiedział: „Alias”. (Czyli: „Czyli”.) „Czyli kto!?” – zapytał szeryf Garrett. – „Alias” – niezbity z tropu odpowiedział kędzierzawy urwis grany przez Dylana. Widocznie Bob Dylan utożsamiał się z postacią „Każdego” lub „Człowieka Znikąd” – a to także jest wcielenie Merkurego.

Nagroda Nobla dopadła Dylana w ważnym astrologicznie momencie: kiedy Uran, obszedłszy niemal cały zodiak, przeszedł przez jego urodzeniowe imum coeli w Baranie. A dlaczego tak długo zwleka, nie komentuje tej nagrody i nie odpowiada na telefony z komitetu noblowskiego? Widzę w tym sprawkę Saturna, który teraz, jesienią 2016 zbliża się do jego urodzeniowego ascendentu. To zwykle wskazuje na trudny moment w życiu – i zapewne pieśniarz znów woli schować się w swojej „jaskini”, jak to wiele razy czynił w przeszłości.

2016-10-19. Wojciech Jóźwiak. Cykl: Więcej dla ciekawych

« Węzły Księżyca i baśń o Kopciuszku SPIS ↓ Zjawiska progowe »

Pisanie komentarzy po zalogowaniu/rejestracji.