2018-08-26. Wojciech Jóźwiak. Cykl: Astro-refleksje

« Flandern i Pulkkinen SPIS ↓ Cykl aktywności Słońca, astrologia i historia »

Saturn Pluton antropocen

Koniunkcje, opozycje i kwadratury Saturna do Plutona (czyli przełomowe lub zwrotne fazy w cyklu Saturn Pluton, powtarzającym się co 33-34 lata) zbiegają się z wojnami. Pierwsza wojna światowa została wszczęta podczas koniunkcji Saturn Pluton, druga wojna św. podczas kwadratury tych planet. Podczas przedostatniej koniunkcji w 1947 r. proklamowano zimną wojnę. Stan wojenny Jaruzelskiego był podczas zaciskania się ostatniej koniunkcji. Izrael jak budzik w zegarku wojnami reagował na wszystkie kolejne wyżej wymienione fazy, zobacz „Astro-wojny Izraela”.

Teraz, 2018, Saturn zbliża się do Plutona (ale i chwilowo oddala, ruchy planet są kapryśne) – obie planety teraz są odległe o ok. 16 stopni. Ich koniunkcja nastąpi 12 stycznia 2020 r., tylko jeden raz.[1] Wcześniej, w czerwcu 2019, będzie układ planet, który pomoże ujawnić się „energiom” tej koniunkcji, mianowicie przez 4-stopniową wtedy koniunkcję Saturna i Plutona przejdą opozycją połączone (w koniunkcji) Mars i Merkury. Rodzaj próby generalnej mieliśmy już w kwietniu b. 2018 r., kiedy między Saturnem i Plutonem, wtedy jeszcze dość luźno odległymi, przechodził Mars. Pisałem o tym zawczasu w „Kwiecień 2018: próba przed 2020” i po czasie podsumowałem w „Przeszedł Mars po Saturnie i Plutonie”. Tyle wstępu.

Co się zmieniło?

Zmieniło się moje-astrologa patrzenie na to, co się dzieje. Wcześniej, przymierzając się do zadania „przewidzieć, co się wydarzy podczas koniunkcji Saturn Pluton” ulegałem pospolitemu nawykowi, że co złego, to nie my. Że zło jest jakąś obcą zewnętrzną siłą, czymś co przychodzi („atakuje”) z zewnątrz. Szczególnie będąc przyuczony do patrzenia na świat przez wizjer historii Polski, która była napadana i cierpiała przez swoje „fatalne geo-położenie”, pierwsze, czego się jąłem obawiać, to jakaś wojna, która nas skrzywdzi. Wojna, powtórzę, rozumiana jako zło obce i zewnętrzne, bo „my” przecież jej nie chcemy, w życiu, skądże! Wykrzesana przez jakieś obce, dalekie, niepojęte potęgi: jakichś ruskich, jakichś imperialistów lub międzynarodowy kapitał, a najpewniej przez egzotycznych szaleńców takich jak Kim Dzong Un albo Baszszar al-Asad.

Opisane tu złudzenie sprawiło, że nie doceniłem zagrożeń bardziej immanentnych, silniej osadzonych w rzeczywistości, która dzieje się „tu”, a nie w wydarzeniach dalekich i na które osobiście nie mamy wpływu.

Te immanentne – „wpisane” lub „wdrukowane” – zagrożenia-zła widzę, teraz coraz silniej i wyraźniej, wręcz krzycząco, w dwóch sprawach. Pierwsza, to postępująca erozja ludzkich umysłów i międzyludzkiej komunikacji. Czyli mówiąc pospolicie, napór agresywnej głupoty. Aż chciałoby się westchnąć słowami Poety: „głupota, ach tyle głupoty... A potem dziesiąty pawilon”.[2] Broniewskiego przekręcam, ale to jest trafne skojarzenie: za nawałą głupoty idzie zorganizowana przemoc. Głupota: ale to za słabe i zbyt pobłażliwie brzmiące słowo. To także ostentacja: tak, będziemy robić, co nam się podoba i co nam zrobisz? Głupota ugruntowana w wierze, bo gdzie podstawą jest wiara – religijna, tak! – tam działa logiczna zasada ex falso quod libet, czyli z twierdzeń sprzecznych z faktami wynika cokolwiek, a czym konkretnie jest owo „cokolwiek”, o tym decyduje przemoc, czyli mężczyźni z pałkami i strzelbami, i kobiety z jadem w ustach. Także pazerność, czyli żądza pożarcia tego, co jeszcze można wyrwać, wyrąbać, rabunkowo pozyskać. Puszczę, lasy, zwierzęta futerkowe, tanich robotników-niewolników ściąganych z Azji, mierzeję, rzeki, glebę, trujący węgiel brunatny, trujące śmieci importowane na spalenie. Również nie pozyskać, ale prosto niszczyć, by tym zaznaczyć swoją siłę, bo „co nam zrobisz?”, jak robią myśliwi, wycinacze drzew, dziennikarze szczujący przeciw wilkom i ministerstwo przeciw dzikom. Przypadków za wiele, żeby je wyliczyć. To się dzieje u nas, Polska nie jest wyjątkiem, nie unika wpływu koniunkcji Saturn-Pluton, a nawet mam wrażenie, że jest pod względem dostrajania się do kosmicznych wpływów w światowej czołówce.

Głupota, pierwszy człon trójcy głupota-ostentacja-pazerność, jest też w ślepocie na większe i prawdziwe zagrożenia. Ta dotyczy nie tylko prawej strony mentalnego krajobrazu, ale lewej też, i tej „naszej” new-age′owej tak samo. Mieszając ogólne z prywatnym zdradzę, że przed godziną wykreśliłem z zestawu FB-znajomych kogoś, kto p..ł takie uduchowione głupoty, że uznałem, że nie chcę z tym mieć styczności nawet w skrótach.

Tak dochodzimy do drugiej sprawy, czyli postępującej degradacji Ziemi, zjawiska nazwanego antropocenem, geologiczną „epoką człowieka”. Przyznam, że ja sam na antropocen nawróciłem się około roku temu, tzn. uznałem, że degradacja zasobów, biosfery, krajobrazów, ekosystemów i wśród nich także tego, jak żyjemy i jak myślimy, co w głowach mamy my-ludzie, jest sprawą, która przebija wszystkie inne, podobnie jak schodząca z gór lawina każe kończyć spory między mieszkańcami domu na jej drodze. Jestem przekonany, że obecny napór agresywnej głupoty tak samo należy do antropocenu jak należą ocieplenie od zrzutów CO2, polucja od plastiku i wymieranie gatunków. Jest społecznym wymiarem antropocenu. Na ultymatywne zagrożenie zbiorowy umysł człowieka – polskiego też i w wysokim stopniu – odpowiada głupotą.

Ale gdy nawróciłem się na antropocen, znalazłem się w bańce współwyznawców, którzy owszem, oponują denialistom-zaprzeczycielom, ale sami popadają w... apokaliptyzm? – nie, bo Janowe Objawienie poza nieszczęściami prognozowało ostateczne zwycięstwo dobrego. Katastrofizm? – też nieadekwatne. Bo od katastrofy ważniejszy, relewantny wręcz, jest przy tym gest rozłożonych rąk: że już nic nie da się zrobić. Biała flaga wywieszona.[3] Więc: defetyzm. Wygląda, że mam/mamy wybór pomiędzy prawą głupotą a lewym defetyzmem.

Jako astro-obserwator rejestruję więc: zacieśniająca się koniunkcja Saturna do Plutona przyniosła zjawisko, którego wcześniej nie było, a jeśli było, to nie tak powszechne i przenikliwe, jak teraz. Nowy podział pomiędzy ludźmi. Można do niego stosować etykiety prawicy i lewicy, ale to jest co innego niż przy dawniejszych edycjach podziału na prawicę i lewicę. Na prawo są ci, którzy zatykają uszy i oczy, zaprzeczają ultymatywnemu zagrożeniu degradacją planety, wypierają jego świadomość, a żeby utwierdzić się w tym wyparciu, robią rzeczy dokładnie przeciwne temu, co robić się powinno, więc nie chronią, lecz niszczą, nie oszczędzają tylko żrą i zawłaszczają, nie zostawiają dla przyszłych pokoleń, tylko pożerają na chybcika im szybciej tym lepiej, i nie myślą, tylko coraz gorliwiej modlą się i urządzają integracyjne imprezy na tle religijnym, coraz bardziej cyrkowe. Na lewo są ci, którzy widzą idące zniszczenie, tę „lawinę”, ale idą w defetyzm, ot, przegrana sprawa, lub kibicują złu ironizując: słusznie wymrze Homo w swej pysze zwący się sapiens.

Można na to patrzeć jak na panikę. Przejawy społecznej paniki. Jeden obrót omawianego cyklu temu, podczas koniunkcji Saturn Pluton w latach 1982-85, podobnie dało się obserwować panikę, ale wtedy była to panika przed wojną. Bano się, i nie tylko my, bo i Amerykanie, którzy kręcili o tym filmy, jak „Nazajutrz”, i Rosjanie radzieccy, którzy ulękli się najbardziej, bo w końcu pod przewodem Gorbaczowa skapitulowali i rozwiązali się. Bano się bomb neutronowych. (Dziś mało kto o nich słyszy.) Drugie, czego się bano, to światowej epidemii AIDS, bo faktycznie wtedy podczas koniunkcji Saturn Pluton ta choroba ujawniła się i wyglądała zrazu bardzo niebezpiecznie, można było się obawiać, że znaczna część ludzi od niej wymrze.

Lęk przed klimatyczną katastrofą (i jego wypieranie[4]) ma cechy paniki podobnej do tej sprzed obrotu cyklu przed bombą neutronową i AIDS. Przez to wcale nie chcę ani pomniejszać ani relatywizować antropoceńskiego zagrożenia. Wśród mnogości panik niektóre przecież okazywały się uzasadnione.

Cykle Saturna-Plutona nie powtarzają się dosłownie. Nie każdy musi zaczynać się jakąś wielką wojną, w końcu tylko jeden obrót tego cyklu, ten od 1914 r., zaczął się wojną aż światową. Każdy ma swoją specyfikę, swojego ducha, który przy zacieśnianiu się koniunkcji S-P zaczyna się ujawniać, manifestować. Antropocen jako sprawa, jako problem, wydaje się należeć, i to ściśle, do specyfiki tego obrotu, który zaczyna się obecnie, w przełomowych latach około 2020 r. Podobnie w roku 1947 i sąsiednich ludzkość została postawiona wobec problemu broni jądrowej czyli przed perspektywą masowej zagłady. Z inną specyfiką zaczynał się obrót cyklu S-P dziejący się od 1993/94: był nią liberalizm, tak, ten gospodarczy, krzewiony przez Reagana i Thatcher, który miał być lekarstwem na wszystkie dolegliwości i wkrótce my (w Polsce) też poszliśmy za jego urokiem. Ale gospodarczy liberalizm stał się i okazał napędem antropoceńskiego zniszczenia.[5]

Możliwe, że na historię widzianą poprzez jej ustrukturowanie[6] przez cykl S-P można patrzeć jak na zalewanie kolejnymi falami owych specyfik: 1914: zbawcze a fatalne masowe ideologie, 1947: broń masowej zagłady, 1983/4: liberalne panaceum, 2020: antropoceńska degradacja wszystkiego. Zauważmy, że każda następna fala zmywała i jakoś rozwiązywała (rozpraszała[7]) poprzednią. Broń jądrowa poważnie ograniczyła szaleństwa masowych ideologów. Liberalizm jakoś wyciszył grozę broni jądrowej i sprawił wojny zbędnymi. Teraz antropocen kładzie szlaban liberalizmowi. Mógłbym dołączyć przykłady poprzednich epok-obrotów cyklu S-P, ale ponieważ tamte dawne czasy są mniej znane, nie będę wydłużać.

Z powyższego rachunku, z konieczności mało ścisłego, wynikałoby, że saturnowo-plutonowy przełom epok w latach 2019 i 2020 polegać będzie na gwałtownym, przemożnym ujawnieniu się, zamanifestowaniu problemów związanych z antropocenem i to zapewne w światowej skali straszącej. Może mieć trzy postaci: (a) żywiołowa katastrofa taka, że nie da się dłużej zaprzeczyć, że pochodzi od ludzkiego impaktu w skali planety; (b) uświadomienie sobie przez ludność antropoceńskiego zagrożenia i jego ultymatywnej wielkości, co będzie mieć postać masową i szokową; (c) motywowane antropoceńskim zagrożeniem decyzje władz dużych państw, być może USA i Chin, od których zależy najwięcej.

Na tym przerwę.


[1] Koniunkcja 12.I.2020 obejmie także Słońce i Merkurego.

[2] Oryginał np. tu: Władysław Broniewski: Elegia o śmierci Ludwika Waryńskiego.

[3] Kto się poddał, staje się poddanym.

[4] Tu pomyślałem o podobnym przypadku: nakręcana religijność, religijna gorliwość, zelotyzm są sposobem, w jaki odbywa się wyparcie niepokojących faktów (tak, faktów!) negujących religie i oparty na nich światopogląd, wśród których jest ten, że Jezusa zmyślono.

[5] Obrót cyklu S-P od 1914 za specyfikę miał uleganie społeczeństw masowym zbawicielskim ideologiom: nacjonalistycznej, komunistycznej, faszystowskiej, narodowo-socjalistycznej.

[6] Niem. Gliederung.

[7] Dla myślących wielo-alternatywnie: na karcie XV-Diabeł w talii Oswalda Wirtha tytułowa postać ma na jednym ramieniu napisane „coagula”, na drugim „solve”. Scalaj-zgęszczaj-ścinaj (jak mleko w twaróg) – rozwiązuj, rozpraszaj. Aktualna fala obrotu cyklu S-P mówi coagula, ale pod adresem zjawisk poprzedniego obrotu: solve.

2018-08-26. Wojciech Jóźwiak. Cykl: Astro-refleksje

« Flandern i Pulkkinen SPIS ↓ Cykl aktywności Słońca, astrologia i historia »

Pisanie komentarzy niedostępne.