2010-04-16. Wojciech Jóźwiak. Cykl: Astro-refleksje

« Dlaczego chrzest księcia Mieszka w 966... SPIS ↓ Jowisz i Uran, czyli rezonans »

Trzy style astrologii

Na astrologię można patrzeć jak na środek zaradczy, remedium na lęk. Lęk, przed którym ubezpiecza (lub: ma ubezpieczać) astrologia, to lęk przez przyszłością, przed tym, co się stanie, co się złego stać może w przyszłości. Nie mówię przez to, że astrologowie są szczególnie lękliwi; gdyby tak było, lękliwi musieliby też być lekarze, przecież z lęku przed chorobą wyrosła medycyna. Rzecz jest dużo ogólniejsza. Lęk jest jedną z trzech negatywnych emocji, które leżą u podstaw enneagramu. Na pewno astrologia niewiele ma wspólnego z pozostałymi enneagramowymi emocjami: ani z gniewem, ani z poczuciem niskiej wartości. Skoro nie jest „metodą obsługi” gniewu ani wstydu (niedowartościowania), pozostaje lęk.

Skoro pra-przyczyną astrologii jest lęk w postaci obawy przed nieznaną przyszłością i w postaci chęci jej przewidzenia, to w astrologii powinny być widoczne trzy style jej uprawiania - zgodnie z trzema lękowymi typami enneagramu. Te typy to: 5-Obserwator, 6-Adwokat Diabła (Czarnowidz lub Lojalista) i 7-Epikurejczyk, zwany też Lekkoduchem. I tak w dużym stopniu się dzieje: mamy astrologię uprawianą w stylu 7-epikurejskim, 6-adwokatodiablicznym i 5-obserwatorskim.

Styl siódemkowy epikurejski poznać można po nieustannym zachwycie, jaki u jego adeptów budzi astrologia, horoskopy, i że „tak się to wszystko nieustannie zgadza”. Siódemkowi astrologowie deklarują swoją wielką moc, mówią, czego by to oni nie przewidzieli, gdyby tylko zauważyli w porę lub mieli dokładne dane. Bez oporu włączają do swojego instrumentarium kolejne coraz to nowe metody i mnożą pojęcia, nie przejmując się, że jedne z nich mogą być sprzeczne z drugimi. Z zasady mają nadmiar środków pod swoją „astrologiczną ręką”: po kilka programów horoskopowych, w każdym z nich po kilka systemów domów, różne układy aspektów, małych planet, hipotetycznych punktów. Jeśli nie uda się pewnej tezy udowodnić przy pomocy metody A, z pewnością powiedzie się metoda B lub C. W końcu sukces musi być: jeśli nie w oparciu o jeden sposób myślenia, to drugi. Jeśli nie zadziałała astrologia zwykła, to może zadziałać wedyjska. Albo numerologia. Wszystko może być równie dobre.

Styl szóstkowy... tylko czyj? Do tej pory nie wymyślono dobrej nazwy na Szósty Typ enneagramu - takiej, żeby Szóstek nie obrażała i nie czyniła z nich kogoś innego niż są. Roboczo tu ich nazwę „Ciemnownikliwcami”. Bo chociaż nie wszyscy z nich są „czarnowidzami” (pesymistami-fatalistami), to jednak chętniej widzą ciemne strony bytu niż jasne i w ich penetrowaniu wykazują znaczą wnikliwość. Więc astrologia w stylu szóstkowo-ciemnownikliwym polega nie tyle na szukaniu prawidłowości, co na szukaniu znaków. Od wiedzy opartej na metodzie, przedstawiciele tego stylu wolą polegać na intuicji, na tym, co im podpowiada ich „nos”, wyczucie; w istocie działają nie jak astrologowie, lecz jak wróżbici posługujący się astrologią jako jednym z wielu możliwych narzędzi. Mają nastawienie praktyczne; ważne są nie tyle ogólne prawidłowości czy zasady, co jednostkowy przypadek tego oto klienta, tego oto wydarzenia. Potrafią (jeśli są naprawdę zdolni) wyciągać prawidłowe wnioski w oparciu o fałszywe przesłanki - jak dobry detektyw. Jednak więcej wśród nich jest takich „zegarów, co dobry czas pokazują dwa razy na dobę”.

Astrologia w stylu piątkowym obserwatorskim uprawiana jest na wzór nauki. Od życiowych pojedynczych i konkretnych przypadków, ważniejsze są ogólne zasady i prawidłowości. Ważna jest logika i poprawność wnioskowania, nawet jeśli prowadzi do wniosków, które nie zgadzają się z faktami. (Dokładnie odwrotnie niż w poprzednim stylu, gdzie wynik jest wszystkim, a droga dojścia nieważna.) Astrolog piątkowiec chętnie używa systemów uproszczonych, za to jasnych, np. odrzuca niedość poznane planety lub poprzestaje na zasadach „starożytnych”. Przy tym wie, co robi: ma świadomość stosowanej metody i nie pozwala sobie na zbyt poetycką grę wyobraźni.

Ja sam działam po piątkowemu. Astrologom szóstkowym czasem zazdroszczę lepszego wyczucia konkretu i szczegółu. O siódemkowych, powiedziałem wyżej.

2010-04-16. Wojciech Jóźwiak. Cykl: Astro-refleksje

« Dlaczego chrzest księcia Mieszka w 966... SPIS ↓ Jowisz i Uran, czyli rezonans »

Pisanie komentarzy niedostępne.