2018-02-25. Wojciech Jóźwiak. Cykl: Astro-refleksje

« Peruwiański wulkan wpływa na stosunki polsko-rosyjskie SPIS ↓ Neptun sprzyja muzykom »

Małym duszom łatwiej się urodzić

Mohandasa Gandhiego Rabindranath Tagore nazwał Mahatmą, czyli w sanskrycie „Wielkoduchym” lub „wielką duszę mającym”. (Tu przypomina się też wiara szerzona przez Helenę Bławatską o istnieniu „mahatmów” czyli wysoko rozwiniętych duchowo istot, którzy podają pomocną dłoń tym, którzy dostatecznie wysoko w rozwoju zajdą o własnych siłach, a prócz tego czuwają nad losami całej cywilizacji.) Napisałem o duszach, chociaż wcale nie jestem pewien, czy to jest najlepsze tutaj słowo. Raczej chodzi o to coś, co James Hillman nazwał „żołędziem”, czyli zaczątek ludzkiej osoby lub osobowości, który u niektórych ludzi-dzieci przejawia się w zadziwiająco wczesnym wieku, zanim jeszcze owo dziecko miało jakąkolwiek okazję zyskać jakiekolwiek doświadczenia czy oglądy związane z jego życiowym „przeznaczeniem”. – Tak jakby to przeznaczenie, ta leżąca przed nim droga, było wcześniejsze niż jakiekolwiek doświadczenia, a tym bardziej zachęty czy zabiegi wychowawcze ze strony dorosłych. Dzieci, przynajmniej niektóre, a może „bardzo niektóre” czyli nieliczne, jakoś umieją niezwykle wcześnie rozpoznać w świecie to, co będzie istotą ich dalszej kariery. Czym to robią, jakim zmysłem, jaką władzą umysłu? Ta umiejętność (lub dyspozycja) musi już być w nich zawarta, musi poprzedzać rozwój: jest więc w tamtym żołędziu, w zaczątku.

Zanim człowiek-dziecko rozpozna w świecie to, co go zaczątkowo interesuje i przyciąga, musi najpierw się urodzić. To oznacza, że musi wybrać czas urodzenia. Kto wybiera? Tym kimś (lub czymś) może być tamto „X” czyli żołądź. Zaczątek. Zaczątek wybiera taki czas urodzenia, który mu pasuje. Który do niego – czyli do jego przyszłych cech charakteru, przyszłych zainteresowań i przyszłej drogi życiowej – jest dopasowany.



Korek, który pasuje do otworu w kształcie koła, kwadratu i trójkąta.
Z: http://mathworld.wolfram.com/CorkPlug.html

Ma przy tym pewien luz wyboru: w ciągu kilku dni, kiedy, jak się wydaje, narodziny muszą nastąpić z powodów fizjologicznych, przelatują przez niebo serie układów planetarnych, które mogą zadowolić wiele bardzo różnych osobowości – będących mapami dla tych bardzo różnych osobowości. Mający narodzić się noworodek ma wybór: np. skoro „chce” być w nadchodzącym życiu dzielnym i przebojowym, urodzi się tak, żeby mieć Marsa na osi horoskopu; jeszcze lepiej, kiedy znajdzie okazję, żeby na osiach były jednocześnie i Mars i Słońce, albo Mars i Jowisz; pomijam inne szczegóły znane w astrologii. Ale jeśli „chce” być skupionym na sobie i pracy, introwertycznym i „konserwującym”, to na urodzenie wybierze moment, kiedy na którejś osi będzie Saturn.

Jednak astrologia ma pewien kłopot. Być może kłopot ten zaczęto zauważać dopiero niedawno, kiedy ludzi zrobiło się dużo, a nawet bardzo dużo. Dawniej było ich niewielu, a jeszcze mniej było tych, którymi „astrologiczny dyskurs” (oraz inne dyskursy) w ogóle się interesował, bo ci pozostali byli niekompletni: jako pospólstwo, niewolnicy bądź barbarzyńcy. Jednak teraz nagle zrobiło się nas dziesięć miliardów[*] i nie można już nie zauważać kłopotu, który polega na tym, że rodzimy się masowo, stadami-gregatim, i tak samo nasze horoskopy są stadne i powtarzalne. Nie ma chwili, w której ktoś by się nie urodził. Z drugiej strony, zdolność rozdzielcza astrologii jest ograniczona i wynosi około kwadransa. Stąd wynika – zobacz Dodatek – że każdy należy do grupy (lub „kohorty” jak mawia się w statystyce) około 40 osób, mających horoskopy, które astrolog zinterpretuje tak samo. Jest jednak drugi kłopot: oto reguły astrologii zostały obmyślone lub odkryte na podstawie osobowościowych profilów i biografii sławnych ludzi. Nawet statystyki Michela Gauquelina robione były dla wybitnych profesjonalistów w odpowiedniej dziedzinie, i Gauquelin to podkreślał: że np. gromadzenie się Marsa na osiach horoskopu nie występuje u sportowców przeciętnych, a dopiero w grupie wybitnych mistrzów sportu. Więc nawet tam, gdzie astrologia „zalicza” testy statystyczne, musi być wstępna selekcja na jakiś rodzaj ludzkiej wielkości. Tak, jakby astrologia działała na wybitnych, a wśród przeciętnych się uśredniała. Również gdy pracuje się w astrologii nie ze statystykami, tylko „zwyczajnie”, z pojedynczymi przypadkami, to ma się anegdotyczne wrażenie, że reguły astrologii lepiej działają u ludzi sławnych i wielkich niż u przeciętnych astro-klientów. A może ci wielcy-i-sławni są takimi właśnie dlatego, że umieli wykorzystać potencjał swoich horoskopów?

To, że horoskop działa w swojej pełni dopiero na wielkich-i-sławnych, wyjaśniałoby tamten pierwszy paradoks horoskopowych bliźniąt: owszem, żyje w świecie 40 ludzi z horoskopami takimi samymi jak np. Kamil Stoch, ale w tej grupie był tylko jeden „w-i-s”, „wielki i sławny” – albo mający dosyć wielkie mana, żeby wygrać olimpijski konkurs skoków. Co zarazem oznaczałoby, że mana, czyli tego, co sprawia, że ludzie stają się w-i-s, nie ma w horoskopie – że mana jest daną pozahoroskopową, jak płeć lub narodowość.

Co nie jest dziwne. Wyobraź sobie, że astrolog dostaje dane do horoskopowej interpretacji: miejsce, datę, czas. Wykreśla kosmogram, porównuje, odwołuje się do reguł i do znanych sobie precedensów. Przedstawia obraz osoby w jakichś dziedzinach uzdolnionej, ale w innych mającej kłopoty. Oszacowuje ekstrawersję, neurotyczność, otwartość na doświadczenia, sumienność i ugodowość. Kreśli wytyczne co do jej przyszłości. Po czym zamawiający horoskop ujawnia żart: wtedy urodził mu się pies! Mało, że jeden: suczka urodziła dziewięć szczeniąt! Zhaozhou Congshen (znany też jako Joshu) zapytany, czy pies ma naturę Buddy, odpowiedział, że nie ma. Zapewne psy urodzone pod pewnym horoskopem, cechy zawarte w tym horoskopie (w tym układzie planet względem Ziemi i miejsca zdarzenia) rozwiną w jakimś minimalnym stopniu, jeśli rozwiną w ogóle. Zapewne psy z tej dziewiątki będą mieć różne swoje psie charaktery i różnice między nimi nie będą uzasadnione horoskopowe – bo przy tym samym horoskopie muszą pochodzić nie stąd. Jak również wiadomo, że osobowość psa wyznacza głownie rasa, a czy też horoskop? – Jeśli, to zapewne minimalnie.

Pies ma naturę Buddy

Z: http://images.slideplayer.com/27/9223371/slides/slide_8.jpg

Czy widać do czego zmierzam? – Trzeba mieć odpowiednio wielką duszę (lub duże mana) żeby wyrazić przez siebie i przez swoje życie i jego dokonania horoskopowy zapis, z którym się rodzimy. Horoskopy są dla mahatmów, nie dla ludzi masowych. Tako chce logika... chociaż cały mój demokratyczny i równościowy ubiór mentalny przeciw temu się burzy, protestuje.

Jeszcze jedna metafora. Czas, w którym ktoś się urodził, jest jak dziura, jak otwór o pewnym kształcie. Urodzony, lub jego dusza, lub jego żołądź, lub jego zaczątek musi mieć taki swój kształt, który pasuje do tego czasu-otworu. Wybiera jako moment narodzin czas o takimi kształcie, który jest dobrze zgodny z jego własnym kształtem. Wielkie dusze muszą znaleźć moment czasu (układ planet) dobrze i ściśle dopasowany do ich kształtu. Inaczej się nie zmieszczą, więc nie urodzą. Drobne dusze przez zawory czasu przelatują bez oporu: przelecą przez dowolny. Urodzą się przy każdym, zarówno najbanalniejszym jak i nawyrafinowańszym horoskopie.

Pozostaje problem, co dzieje się, kiedy ktoś urodzi się w czasie i przy horoskopie niedopasowanym i niezgodnym z własnym zaczątkiem? Nie można takich przypadków wykluczyć. Ale to chyba już inna bajka.




Autor: Marek Raczkowski.
Z: http://raczkowski.soup.io/post/19475301/Id-spa-Nie-sied-do-p-na


Przypisy

[*] Jeszcze tyle nie jest, ale wkrótce będzie.

[**] Dodatek: dlaczego 40 horoskopowych bliźniąt?

Horoskopy różniące się o około piętnaście minut astrolog zinterpretuje właściwie tak samo. Piętnaście minut to jest 1/96 doby czyli obrotu Ziemi i taki sam ułamek jej obwodu, 360 stopni długości geograficznej. Wychodzi 3,75 stopnia: taka jest zdolność rozdzielcza astrologii z zachodu na wschód. Jaka z południa na północ? Znacznie mniejsza. Dla ustalonego czasu, astrolog będzie mieć nie więcej niż 5 kosmogramów, które znów zinterpretuje tak samo. Jeden dla pasa okołorównikowego i po dwa dla stref umiarkowanych. Obszary podbiegunowe pomińmy, bo chociaż tutaj zmienność horoskopów jest większa niż w całej reszcie globu, to ludzi mieszka tam i rodzi się niewielu, a do tego astrologowie do tej pory nie nauczyli się ich czytać. (Dla urodzonych w Murmańsku lub Inuviku nie znamy reguł interpretacji.) Biorąc pod uwagę tamte poprawki, dostajemy, że Ziemia jest podzielona na 96 razy 5, równa się 480 „krajów”, mających w pewnej chwili nieodróżnialne horoskopy – dla tych, którzy w tym samym „kraju” się urodzili. Ponieważ 4/5 Ziemi pokrywają oceany, a na morzu mało kto się rodzi, jak również trzeba dla takiej grubej statystyki odliczyć pustynie i lodowce, więc tamtą liczbę trzeba zmniejszyć do 1/10. „Krajów” z nieodróżnialnymi horoskopami jest więc około 50. Znajduję w Sieci, że w roku 2015 rodziło się średnio 353 tysiące dzieci dziennie, co daje w roku około 130 milionów. Kiedy rodzili się obecni średni dorośli, ludzi było, powiedzmy, połowę mniej, więc i mniej narodzin. Przyjmijmy, że narodzin było 180 tys. dziennie, więc wypadało 1875 na nieodróżnialne czasowo 15 minut. Tę liczbę dzielimy przez 50 „krajów” nieodróżnialnych przestrzennie. Dostajemy liczbę 37,5. Tylu średnio każdy ma horoskopowych bliźniąt. Tylu żyje na świecie ludzi z horoskopami nieodróżnialnymi od twojego. W zaokrągleniu: czterdziestu. Kiedyś robiłem podobne oszacowanie dla Polski i mojego pokolenia, około 1950 r., i wyszła mi liczba 20. Większa liczba jest bardziej wiarygodna, bo (raz) ludzi przybyło, (dwa) więcej podróżują, nie siedzą wewnątrz granic swoich ojczyzn, więc i szansa, że spotkasz swoje horoskopowe bliźnię urodzone np. w Egipcie, wzrosła i rośnie.

Żyjemy w roju ludzi z takimi samymi horoskopami, a jednak ich nie spotykamy i nasze drogi nie przecinają się, nie wchodzimy sobie w paradę. To jest wielki paradoks astrologii, który dla niedowiarków mógłby być koronnym argumentem za tym, że astrologia nie działa. Zwykle jednak krytycy odrzucają astrologię dużo wcześniej nie potrzebując żadnych argumentów, wystarczy, że się skrzywią i prychną.


2018-02-25. Wojciech Jóźwiak. Cykl: Astro-refleksje

« Peruwiański wulkan wpływa na stosunki polsko-rosyjskie SPIS ↓ Neptun sprzyja muzykom »

Pisanie komentarzy niedostępne.